Subskrybuj
Redaktor miesięcznika "Znak", absolwent MISH UJ. Dr filozofii na podstawie pracy obronionej na Wydziale Filozoficznym UJ pt. "Bóg umarł. Dzieje i analiza pewnego filozoficznego wyroku śmierci"

Teologia śmierci Boga – 50 lat później

Jeżeli Bóg istnieje i czyta prasę, to nie wspomina chyba zbyt dobrze świąt wielkanocnych 1966 r. Amerykański tygodnik „Time” po raz pierwszy w swojej historii nie zamieścił wtedy na okładce żadnej fotografii czy ilustracji, lecz tylko trzy słowa zapisane czerwonymi literami na czarnym tle: „<i>Is God Dead?</i>” (Czy Bóg jest martwy?).

Wydawca pisma wyjaśniał, że mimo kilku miesięcy poszukiwań redaktorom nie udało się wybrać żadnego dzieła sztuki, które odpowiadałoby współczesnemu obrazowi Boga. Numer okazał się bestsellerem, a prowokacyjna okładka stała się z czasem jednym z symboli dekady lat 60. – pojawia się nawet na moment w rękach głównej bohaterki słynnego filmu Dziecko Rosemary Romana Polańskiego. Najpierw wywołał jednak spore kontrowersje, a do redakcji magazynu napłynęło ponad 3 tys. listów od poruszonych czytelników. Jedni, jak pewien emerytowany pułkownik z Kalifornii, określali numer jako „stronniczy, proateistyczny i prokomunistyczny, szokujący i zupełnie nieamerykański”; inni dziękowali za „spostrzegawczą analizę dzisiejszej religii” i wstrząs wyzwalający z „bezmyślnej akceptacji, którą zbyt często fałszywie nazywa się »wiarą«”. Niektórzy lapidarnie odpowiadali na tytułowe pytanie. „Nie” – napisała pani Norine McGuire z Chicago, „Tak” – ripostował pan Richard Storatz z Indiany[1].

 

Ameryka, Ameryka

Tekst redaktora Johna T. Elsona[2] zamieszczony w tym numerze „Time’a” był zaskakująco stonowany. Pokazywał zróżnicowaną panoramę świata wiary i niewiary połowy lat 60. – zarówno obszary instytucjonalnego ateizmu w państwach komunistycznych, jak i powolnej sekularyzacji w krajach Zachodu; przywoływał pytania nowoczesnej sztuki i filozofii mierzącej się z doświadczeniem absurdu oraz z wydarzeniami Auschwitz czy Hiroszimy, a także wyniki socjologicznych badań pokazujących powszechność wiary w Boga w USA. O religijnej żywotności zaświadczały w tej dekadzie II Sobór Watykański wśród katolików oraz ruch obywatelski Martina Luthera Kinga wśród protestantów. W konkluzjach autor nie oczekiwał więc nieuchronnego końca instytucjonalnej religii w społeczeństwach rozwiniętych. Z jednej strony spodziewał się poszukiwania nowych obrazów Boga, często ekumenicznych i przebiegających w poprzek konfesyjnych podziałów, a z drugiej – wykazując się dobrą intuicją – dostrzegał trwałe przywiązanie wielu wiernych do tradycyjnych wyobrażeń biblijnych.

Skąd zatem kontrowersyjne pytanie na okładce? Częścią opisywanej panoramy była „mała grupa radykalnych teologów” nazywana „ruchem śmierci Boga”. „Time” poświęcił im już artykuł w jednym z wcześniejszych numerów[3], przedstawiając krótko poglądy czterech, luźno powiązanych ze sobą myślicieli z amerykańskich uczelni, mających wówczas ok. 40 lat i wywodzących się z odmiennych denominacji protestanckich. Thomas J.J. Altizer (ur. 1927), Paul van Buren (1924–1998), William Hamilton (1924–2012) i Gabriel Vahanian (1927–2012), odwołując się do rozmaitych znaczeń słów o „śmierci Boga”, próbowali dokonać ich teologicznej interpretacji[4]. Najbardziej charyzmatyczny okazał się Altizer, wykładający wówczas na metodystycznym Emory University w Atlancie. Udzielał on wywiadów ogólnokrajowej telewizji CBS na temat głoszonego przez siebie „chrześcijańskiego ateizmu” oraz uczestniczył w popularnych debatach z bardziej tradycyjnymi teologami organizowanych…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Jak postępuje moralność