Subskrybuj
Socjolog, pracownik Instytutu Studiów Międzykulturowych Uniwersytetu Jagiellońskiego. W 2010 r. ukazała się jego książka Koszmarne scenariusze. Socjologiczne studium konstruowania lęku w dyskursie globalizacyjnym.  

Klany, media i siła ludu

W pierwszych dziesięcioleciach po II wojnie światowej Filipiny były jedną z nielicznych demokracji w Azji. Gospodarka rozwijała się szybko, mówiono nawet, że to drugi po Japonii kraj pod względem ekonomicznym. Jednocześnie już wtedy ujawniały się mankamenty krzepnącego systemu politycznego, które Republika Filipin odziedziczyła po czasach kolonialnych.

Filipiny szczycą się tym, że są najstarszą demokracją w Azji. Dzieje tego wyspiarskiego kraju ściśle przeplatały się z historią Hiszpanii i Stanów Zjednoczonych Ameryki, co czyni go wyjątkowym wśród innych państw regionu. Już samo przyjrzenie się tej frapującej przeszłości pozwoli zrozumieć specyfikę filipińskiej demokracji. Tak się składa, że w 2016 r. przypadają okrągłe rocznice trzech kluczowych wydarzeń z dziejów tego kraju. Mogą one posłużyć jako narzędzia do poznania poszczególnych okresów, które odcisnęły piętno na kształcie tamtejszego ustroju. Na tym tle uwidoczni się znaczenie zaplanowanych na maj tego roku wyborów prezydenckich połączonych z wyborami parlamentarnymi i samorządowymi – łącznie nowe kadencje rozpocznie ponad 18 tys. osób. W zależności od wyników Filipiny mogą podążyć w całkowicie odmiennych kierunkach. Nim to jednak nastąpi, wróćmy do minionych wydarzeń…

 

Rewolucja filipińska

Wydarzenia rewolucyjne sprzed 120 lat zakończyły trwający ponad trzy wieki okres kolonizacji hiszpańskiej. Od czasu pojawienia się na archipelagu Ferdynanda Magellana Europejczycy tworzyli tu zręby państwowości: zbudowali miasta, forty i drogi, założyli najstarszy uniwersytet w Azji (jeżeli nie liczyć takich ośrodków jak wczesnośredniowieczne Nisibis) i schrystianizowali zamieszkujących wyspy Indian – bo tak nazywali lokalne ludy. Wreszcie cały rozciągnięty na prawie 2 tys. km archipelag złożony z kilku tysięcy wysp nazwali Filipinami na cześć przyszłego króla Hiszpanii Filipa II Habsburskiego. Dzisiejsi patrioci filipińscy zdają sobie sprawę, że gdyby nie Hiszpanie, ich kultura i naród mogłyby w ogóle nie powstać. Kolonizatorzy nie byli jednak w stanie zbudować jednolitego społeczeństwa. Poszczególne zakony prowadziły działalność misyjną w lokalnych językach, np. augustianie w tagalskim, a dominikanie w ilokańskim. Mimo łączącej Filipińczyków więzi kulturowej wynikającej ze wspólnego dziedzictwa wciąż widać wśród nich różnice językowe, a tożsamości lokalne są na tyle wyraźne, że znajdują odzwierciedlenie w polityce. Przynależność partyjna często ma drugorzędne znaczenie, jeżeli jeden z kandydatów należy do tej samej grupy kulturowo-lingwistycznej co wyborcy albo ma wsparcie jej liderów.

Z mozaiki filipińskich ludów nie powstałaby jedna wspólnota polityczna, gdyby nie Kreole…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Czarnobyl – eksplozja wolności