Zbigniew Mikołejko: W historii Kościoła ortodoksja często wykuwała się w konflikcie z herezją. Jest zresztą taki wiersz Piera Paola Pasoliniego, w którym mówi on: „Ortodoksja się lęgnie w łonie buntu”. Herezja jest przy tym zawsze projektem odnowy, skazanym na pewien paradoks. Heretyk głosi zatem: ja nie buduję nowej religii, tylko oczyszczam dotychczasową, dochodzę do prawdy, mam w sobie tej prawdy niezawisłą pewność, ale nie zamierzam niszczyć instytucji, dokonywać schizmy. Po czym oczywiście następuje rozdarcie, odejście i na tym gruncie buduje się Nowa Jerozolima z murami często jeszcze twardszymi niż te, które próbowało się nadkruszyć czy poddać renowacji.
Trzeba też pamiętać, że warunkiem istnienia herezji jest instytucja, instytucja pewnego rodzaju: względnie autorytarna.
Gdy rozluźnia ona swój korpus, gdy staje się, jak Kościół katolicki, coraz bardziej otwarta, wtedy herezja traci na znaczeniu. Pojawia się wtedy inny język – mniej kategoryczny,…