1. Henry David Thoreau: Wielu zatem obywateli, ofiarowując swoje ciało państwu, służy mu nade wszystko jako maszyny, a nie jako ludzie (…). W większości przypadków nie kierują się ani rozsądkiem, ani pobudkami moralnymi; sami siebie traktują jak drewno, ziemię i kamienie (…). Mimo wszystko jednak uważa się ich powszechnie za dobrych obywateli (1).
Jaki kształt ma przyjąć nasze bycie razem w świecie, będącym przede wszystkim światem zarządzanym? Kariera pojęcia „zarządzanie” zastanawia, bowiem jego znaczenie rozciągnęło się na sfery, będące miejscami prywatnego doznawania świata dzielonego co najwyżej z wąską grupą bliskich. Dzisiaj wszak zarządza się nie tylko firmą, ale zdrowiem i cierpieniem, kryzysem i emocjami, jakby dążąc do nałożenia na ludzkie życie i sposoby jego przeżywania siatki zarządczych schematów. Wspólnota słowa układającego się być może w niezborną, ale znaczącą i dotykającą do żywego opowieść, została zastąpiona posłuszeństwem wobec obojętnego toku słów, które nie „opowiadają”, lecz „sprawozdają”, nie „dotykają” (świat przeżywany w moim ciele), lecz „dotyczą” (świat raportowany jako bezcielesna struktura organizacyjno-administracyjna).
Gdzie nic mnie nie dotyka, tylko dotyczy, tam nie ma prawdy, lecz jedynie paragrafy.
Lekarz nie ma czasu na wy-słuchanie pacjenta (wy-słuchanie, czyli wy-dobycie go z ciemnej jaskini cierpienia poświęconym jemu – wyłącznie jemu – uważnym słuchaniem), bo zajęty jest czynnościami profesjonalno-biurokratycznymi – nie słucha, lecz zarządza. Nie słuchamy już „wołania do…”, otwierającego człowieka na przygodność świata; słuchamy (a lepiej byłoby rzec – dajemy posłuch) „od-wołania” do zamykającego nas przepisu i normy. Już nie ludzkie ciało z bezkształtną nagością jego cierpienia i radości, nie corpus, ale „korpo-racja” z jej ścisłą strukturą stanowi scenę naszego bycia. Zarządzanie, siłą rzeczy, prowadzi do ujednolicenia tego, co chciałoby jawić się jako jednostkowe, a zatem – jak zauważył dawno temu Thoreau – maszynę wstawia w miejsce ciała. Korpo-racja modeto machinizacja ciała; wspólnota jest w tym przypadku do pomyślenia tylko jako zbiór odpowiednio dopasowanych do siebie części.
2. Emil Cioran: Podstawą społeczeństwa, każdego społeczeństwa, jest swego rodzaju duma z posłuszeństwa. Kiedy dumy tej zabraknie, społeczeństwo upada(2). Czy w ogóle możliwa jest jeszcze wspólnota pojęta jako dobre-przychodzenie-ludzi-do-siebie (wrócimy do tego terminu), aby razem działać, tworzyć z zachowaniem perspektywy długiego czasu? Czy też może raczej dostępne nam są tylko momenty wspólnotowe, ulotne doznanie wspólnoty w nieprzewidywalnych okolicznościach, w świecie…