Jaki rodzaj śmierci Panią interesuje? Osobiście, czyli nie jako bioetyka, ale istotę, która musi kiedyś zakończyć życie.
Zaskoczyła mnie Pani… Chyba się nad tym nigdy głębiej nie zastanawiałam. Pierwszą rzeczą, jaka teraz przychodzi mi do głowy, jest myśl, że chciałabym, aby moja śmierć była zgodna ze sposobem, w jaki żyłam.
Tak będziemy umierać, jak żeśmy żyli?
Śmierć jest częścią życia – jego dopełnieniem czy, jak ujmuje to jeden z amerykańskich bioetyków, jego ostatnią sceną. Nasza śmierć wpisuje się w kontekst życia. Uważam jednak, że śmierć nie jest najgorszą rzeczą, jaka może się człowiekowi przytrafić. Znacznie większym lękiem napawa mnie wizja ostatnich dni, kiedy byłabym pozbawiona wpływu na to, jakim zabiegom medycznym będę poddawana. Nie chciałabym, aby lekarze przedłużali moje biologiczne życie w sytuacji, gdy przestanę być świadoma otaczającego mnie świata lub gdy zabiegi te będą przynosić dodatkowe cierpienie, nie oferując w zamian nic, co uznałabym za wartościowe. Chciałabym zadecydować o tym, w jaki sposób moje życie dobiegnie końca. Za dobrą uznałabym śmierć bez bólu, w gronie bliskich mi osób, ze świadomością, że załatwiłam wszystkie istotne sprawy i że niczego w życiu nie żałuję.
Ideał! Chyba jednak do zrealizowania, choć może się okazać niezbędna pomoc ze strony rozumiejących i współczujących lekarzy. Każdy z nas może bowiem zdecydować, że wolałby umierać w domu, ale jeśli nie uda nam się pozyskać lekarza, który – nawet wówczas gdy nasza decyzja kłóci się z tym, co sam w podobnej sytuacji by uczynił – zrozumie ją i uszanuje, nasza śmierć będzie pewnie daleka od ideału. Opieka medyczna jest niezbędna, bo śmierć zawsze jest także zdarzeniem fizjologicznym i w tym wymiarze dobry lekarz może uczynić ją mniej lub bardziej znośną. I na…