Subskrybuj

Życie codzienne w roku 2025

Czy w 2025 roku nie będzie żadnej nadziei? Ależ tak, co tydzień wielka loteria światowa korzystająca z Internetu z wielkim hukiem mianuje kilku miliarderów. Jedno nie ulega wątpliwości: na pewno nie będzie nudno.

„Jutro to dziś, tyle że jutro” – to przypisywane Sławomirowi Mrożkowi powiedzenie w futurologii stosuje się tylko na krótkie dystanse. Im dalej w przyszłość, tym bardziej jego użyteczność maleje. Kiedy na początku lat 60. ubiegłego wieku musiałem w wypracowaniu szkolnym opisywać świat po roku 2000 pamiętam, że rok ten wydał mi się wtedy odległą przyszłością, w której może zdarzyć się wszystko. Lecz gdy ów mityczny rok 2000 nastał, okazało się, że żyjemy podobnie jak w roku 1960: to samo z grubsza myślimy, tak samo śpimy w łóżkach i to samo, mniej więcej, jemy. Są oczywiście i różnice: ludzie chodzili po Księżycu, Polska odzyskała niepodległość, społeczeństwo stało się zamożniejsze. Z prostego porównania dystansu czasowego pomiędzy rokiem 1960 a 2000 oraz pomiędzy rokiem 2009 a 2025 wynikałoby jednak, że zaskakujących zmian w 2025 roku powinno być o wiele mniej.

Ale w futurologii prognozowanie polegające na ekstrapolacji obecnych trendów obarczone jest największą liczbą błędów. Krótko po II wojnie światowej Rand Corporation zorganizowała spotkanie największych autorytetów w dziedzinie elektroniki, mające zaowocować prognozą jej postępów w najbliższych dekadach. Nie widziałem wyprodukowanego przez dostojne gremium raportu, ale po tylu latach budzi on podobno tylko śmiech. Nikt na przykład nie przewidział wynalezienia w 1948 roku tranzystora ostrzowego, który dał początek układom scalonym, mikroprocesorom, komputerom i całej informatyce, która dosłownie przewróciła do góry nogami nasze życie. Podobnie jak w późniejszym czasie nikt nie przepowiedział słynnego kryzysu paliwowego, który nastąpił w roku 1973, a także epidemii AIDS, upadku Związku Sowieckiego czy choćby ostatniego kryzysu ekonomicznego. Futurologia nie jest bowiem nauką, jak by wskazywała jej nazwa, raczej ostrożnym lub nieostrożnym gdybaniem, w którym zapalczywy dyletant może uzyskać więcej trafień niż uczony profesor. Dzieje się tak z powodu skoków jakościowych, których przewidzieć niepodobna, a które występują bez żadnej regularności; dopiero post factum łatwo wskazać na ich zwiastuny.

Piszę więc o tym, co w okolicach roku 2025 stać się może, o tendencjach, które moim zdaniem ujawnią się jeśli nie jako dominujące, to przynajmniej zauważalne czy znaczące w społecznej skali. Oczywiście mam nadzieję w tym prognostycznym totolotku trafić jak najwięcej, głównie ze względu na bliski dystans czasowy, ale nie zdziwiłbym się specjalnie, gdyby rzeczywistość przybrała całkiem inne formy. Jutro bowiem –…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Świat w roku 2025. Prognozy, nadzieje, obawy