Spokój i wojna nie są tam wcale pojęciami ostrymi; w gmatwaninie sprzecznych interesów: plemiennych, klanowych, a często najzwyczajniej mafijnych, linie podziału bywają bardzo płynne, zaś przeobrażenia względnego spokoju w otwarty konflikt – błyskawiczne. Zwłaszcza gdy brakuje demokratycznych mechanizmów rozładowywania napięć czy zadośćuczynienia krzywdom, a ten brak doskwiera prawie całemu kontynentowi. W Zimbabwe wciąż gęstnieje atmosfera przed wyborczą dogrywką, której wynik zawczasu próbują ustalić bojówki lojalne wobec Roberta Mugabego, 84-letniego autokraty przywiązanego do władzy jak do wiary przodków. W Kenii przez kilka miesięcy przerabiano podobny scenariusz: po przegranych wyborach rząd ociągał się z podaniem wyników, gniew opozycji przerodził…