Subskrybuj
Fotos z filmu "Jedz, módl się, kochaj" (2010), fot. Christophel/East News
Antropolożka kultury, autorka książek Duchologia polska. Rzeczy i ludzie w latach transformacji (2016) oraz Wyroby. Pomysłowość wokół nas (2018) i Czyje jest nasze życie (2017; wspólnie z Bartłomiejem Dobroczyńskim).

Hygge kontra słowiański przykuc

„Lokalne filozofie” kojarzą się z wizją rodem z folderu turystycznego, z pokazem obyczajów dla wycieczki. Zakładają, że większość ludzi w danym miejscu żyje jednakowo i podziela podobne wartości. Trochę tak, jakbyśmy próbowali wylewność i gościnność starszej daty Podlasiaków zaprojektować na całe polskie społeczeństwo.

W roku 2016 świat oszalał na punkcie hygge, duńskiego sposobu na szczęśliwe życie. Wszak Duńczycy uchodzą za najszczęśliwszą nację na Ziemi, muszą więc mieć na to jakiś sposób. Niemożliwe do precyzyjnego przełożenia na inne języki słowo odnosi się do ciepła, przytulności, komfortu (najbliższym odpowiednikiem byłoby chyba niemieckie Gemütlichkeit, ale bez odcienia drobnomieszczańskiego kiczu). Gdy chcemy zwizualizować hygge, ukazują się nam obrazy naturalnych materiałów i tkanin, komfortu domowych pieleszy, koców, ciepłych skarpetek, parującej herbaty, niespiesznego odpoczynku w atmosferze miłego kokonu, jakby bożonarodzeniowego urlopu rozciągniętego na cały rok. Do spopularyzowania konceptu przyczyniła się m.in. książka Meika Wikinga, dyrektora Instytutu Badań nad Szczęściem w Kopenhadze, Hygge – klucz do szczęścia, za którą podążyły liczne podobne poradniki dobrego życia. W języku angielskim słowo hyggezaczęło funkcjonować jako…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Szczęście – to skomplikowane