Edyta Zielińska: Na początek muszę przyznać, że Twoja książka mnie zawstydziła. Mam 26 lat, więc jestem co najmniej 7 lat starsza od bohaterów Young Power, a nie zrobiłam nawet połowy z rzeczy, które zrobili oni. To jednostkowe przypadki czy nadchodzi pokolenie aktywistów?
Podczas pracy nad książką miałam poczucie, że obecni nastolatkowie są zupełnie inaczej wychowani niż my, 25- czy 30-latkowie. Gdzieś po drodze usłyszeli, że mają prawo zabierać głos w sprawach, które uznają za ważne dla siebie, więc z niego korzystają.
W trakcie pracy nad Young power starałam się dobierać osoby zajmujące się odmiennymi dyscyplinami i tematami, aby książka była jak najbardziej różnorodna. Zaskoczyło mnie jednak to, że aż 90% rozmów dotyczyło zmian klimatu. Młodzi ludzie mówili o tym sami z siebie. Czułam się szczerze zawstydzona, bo miałam poczucie, że robią dużo więcej i są bardziej świadomi niż my. Dodam tylko, że – mimo wszystko – uważam się za osobę zapoznaną z tematem kryzysu klimatycznego. Z jednej strony pojawiło się więc w mojej głowie pytanie: „Czemu nie jestem taka, jak oni?”. A z drugiej myśl: „Ok, przyszłość będzie lepsza”. Widać, że nowe pokolenie już bierze sprawy w swoje ręce.
EZ: Skąd w Twoich bohaterach ta świadomość dbania o środowisko? Wynieśli ją z domu czy może wpłynęła na nich moda na bycie eko i no waste? Myślę, że świadomość ekologiczna jest przekazywana raczej przez szkołę niż przez rodzinę. Okazuje się, że wielu z moich bohaterów wręcz „terroryzuje” swoich rodziców w kwestiach troski o środowisko. To młodzież przychodziła z tą wiedzą do domu, dbała, by segregować baterie, dokupić kosze, nie wyrzucać żarówek itd. Nie zauważyliśmy, że edukacja okołoklimatyczna jest częściej obecna w szkołach niż jeszcze 10 lat temu. Bardzo dużo się zmieniło chociażby przez to, że organizacje pozarządowe zaczęły wchodzić do szkół, wprowadzono wiele konkursów z ekologią w tle: plastycznych, muzycznych, a nawet…