Subskrybuj
Iwona Karaś, szefowa łódzkiego Specjalistycznego Ośrodka Wsparcia dla Ofiar Przemocy w Rodzinie fot. Marcin Stępień / Agencja Gazeta
dziennikarka i publicystka. W latach 1996–2008 była redaktorką „Tygodnika Powszechnego”. Laureatka nagrody dziennikarskiej Grand Press w kategorii wywiad (2007). Wydała m.in. Co zdążysz zrobić, to zostanie. Portret Jerzego Turowicza (Znak 2012) oraz Ludzie Znaku (2015)....

Zrób cokolwiek

Każda ofiara przemocy zadaje jedno pytanie: dlaczego takie życie przydarzyło się właśnie mnie? Żyjemy przekonani, że wszystko zależy od nas, więc jeżeli jakieś zdarzenia wymykają się nam spod kontroli, uważamy, że to nasza wina.

W dawnej kaplicy sióstr salezjanek na Starych Bałutach w Łodzi Iwona Karaś, szefowa Specjalistycznego Ośrodka Wsparcia dla Ofiar Przemocy w Rodzinie, opowiada, jak będzie wyglądał Magiczny Ogród SOW-y. Zielona rabata, szpaler nasadzeń, część przeznaczona wyłącznie dla dzieci stanie się mikroplażą, bo zostanie wysypana piaskiem. „W takim miejscu jak to najgorsza jest bylejakość” – zapewnia, pokazując dokładnie rozrysowaną makietę zmian. Matka dwóch dorosłych synów, prywatnie żona pastora łódzkiego zboru Kościoła zielonoświątkowego, Piotra Karasia, jest szczupła, ma rude włosy i prawie trzy dekady doświadczeń w pracy z ofiarami przemocy w rodzinie. Przy bramie pozostaną cztery potężne kasztanowce pamiętające czasy Ochronki Bałuckiej założonej w tym budynku na początku XX w. dla sierot i dzieci z polskich i żydowskich rodzin. Salezjanki pojawiły się tam w czasie wielkiego kryzysu gospodarczego w 1930 r. i przetrwały przy Franciszkańskiej kilka następnych dekad, prowadząc m.in. ochronkę, szkołę krawiecką dla dziewcząt, świetlicę. Z jednopiętrowego budynku wysiedliło je zarządzenie okupacyjne, na mocy którego długa ulica wyłożona do dzisiaj kocimi łbami znalazła się w środku żydowskiego getta, utworzonego z Bałut i Starego Miasta w lutym 1940 r. Grube mury z wysoko sklepionym sufitem nie przepuszczają czerwcowego skwaru. Kanapy i półki z książkami i zabawkami dla dzieci wypełniają dawną kaplicę, która w ośrodku stała się salą przeprowadzania rozmów i spotkań, także terapeutycznych. Iwona Karaś pojawiła się w niej pierwszy raz w 1994 r., kiedy nowo powstały ośrodek, który był wówczas hostelem dla matek i dzieci doświadczających przemocy, szukał pielęgniarki. Ona miała wykształcenie i kilka lat stażu w wyjątkowym miejscu – szpitalu powiatowym w Trzebnicy niedaleko Wrocławia, gdzie od 1973 r. istniał Ośrodek Replantacji Kończyn. Założył go doktor Ryszard Kocięba – chirurg, który przeprowadził z sukcesem pierwszą w Europie operację przyszycia pacjentowi dłoni utraconej w wypadku. Kiedy Iwona Karaś przyjechała do Trzebnicy w 1989 r., jako pielęgniarka tuż po liceum Medycznym, pracowali tam już jego wychowankowie, m.in. doktor Jerzy Jabłecki, który kilkanaście lat później doprowadzi do powstania w Polsce programu przeszczepiania rąk od…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Planeta Śląsk