Pod tynkiem było ze sto warstw, każda kolejna bardziej szara, nawet cegły na samym spodzie wybarwiły się na sino, framugi okien też pokryły się ciemnym nalotem, a szyby, szyby chyba bardziej zaciemniały, niż wpuszczały do mieszkań światło. Ta kamienica, ledwie kilka kroków od wałbrzyskiego rynku, byłaby idealną definicją szarości, gdyby nie to, że na samym środku elewacji, na wysokości drugiego piętra, coś irracjonalnie błyskało. Ktoś…
Redaktorka i dziennikarka. Autorka reporterskich książek Nie hańbi oraz Nie zdążę. Współpracuje z Instytutem Reportażu.