Subskrybuj
Pisarka, dziennikarka, reportażystka, popularyzatorka antropologii mody. Autorka m.in. reportaży Rzeczy osobiste. Opowieść o ubraniach w obozach koncentracyjnych i zagłady (2020) oraz Historie osobiste. O ludziach i rzeczach w czasie wojny (2021). Niedawno, nakładem Wydawnictwa Znak, opublikowała książkę Ciałaczki. Kobiety, które wcielają...

Puszczalskie, brzydkie i samolubne

Co z tym feminizmem? Jest wszędzie czy nie ma go w ogóle? To radykalna ideologia czy wyraz zwyczajnej troski o wolność i podmiotowość?

Rok temu z moją koleżanką Ulą Jabłońską pytałyśmy Polki z całego kraju, jakie są ich problemy, o czym marzą i co myślą o feminizmie. Okazało się, że większość z nich – niezależnie od wieku czy miejsca zamieszkania – docenia i rozumie postulaty feminizmu: chce mieć prawo do decydowania o własnym ciele, adekwatne do wykonanej pracy wynagrodzenie, czuć się bezpieczna od przemocy fizycznej i symbolicznej. Większość z nich, za żadne skarby, nie umiałaby jednak przyznać: „Tak, jestem feministką”. Jakby to zdanie było zaklęciem, które rzuca zły czar, przepustką do niebezpiecznej sekty.

I kiedy, bez używania tego terminu, niemalże każda kobieta wyszczególnia jako istotne dla siebie kolejne feministyczne dążenia, to wraz z tym pojęciem nieustępliwie pojawiają się stereotypy. Powiesz, że jesteś feministką, i od razu wszyscy na pewno uznają, że nienawidzisz mężczyzn, przyjmujesz postawę roszczeniową, nie wyszło ci w miłości albo się źle prowadzisz. Feminizm bywa postrzegany jako radykalny, histeryczny, nieładny. Wreszcie – niepotrzebny w dzisiejszym świecie.

Kobiety, które spotkałyśmy na naszej drodze, swoimi opowieściami pokazywały nam, że jest wręcz przeciwnie – wciąż potrzebujemy feminizmu. Bały się jednak tego słowa – jakby miało ono, zamiast dodać, odebrać siłę ich argumentom.

Studentki z Duke University za słuszną uznały strategię przeciwną. Założyły stronę internetową „Who needs feminism”, na której każdy może wypowiedzieć się, dlaczego potrzebuje feminizmu. Odpowiedzi są różne: bo nie życzę sobie, żeby rodzina decydowała za mnie, bo nie chcę czuć, że muszę w pracy starać się bardziej niż mój kolega, bo nie chcę tłumaczyć się ze swoich męskich hobby. Autorki strony podkreślają, że nie ma jednej definicji feminizmu. I dobrze. Bo feminizm to wolność wypowiadania się dla każdej kobiety czy też szerzej: kogokolwiek, kto czuje się zagłuszany przez patriarchat.

Używanie słowa „feminizm” oznacza borykanie się z uprzedzeniami, które wokół niego narosły. Stereotypizowanie feministycznych starań jest jednym z najczęstszych sposobów zagłuszania ich przekazu. Kilka stereotypów pojawia się szczególnie często, od lat, i, niestety, pewnie będzie się pojawiać także w przyszłości.

Feminizm opracował jednak skuteczne taktyki radzenia sobie ze strategiami tych prześladowań. Jak pisał Michael DeCerteau w Praktykach życia…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Po feminizmie