Na początku 2020 r. ukazała się – pisana jeszcze przed wybuchem pandemii i wojny w Ukrainie – moja książka pt. Druga fala prywatyzacji. Wykazywałem w niej, że Polska pod rządami Zjednoczonej Prawicy nie staje się – wbrew odgórnej propagandzie – ani państwem opiekuńczym, ani państwem sprawczym. Nie staje się też państwem liberalnym. Zamienia się w państwo skarlałe, w którym jednocześnie – dla celów politycznych i za publiczne pieniądze – władza utrzymuje iluzję troski o obywateli i własnej wielkości.
Budowanie państwa opiekuńczego przez Prawo i Sprawiedliwość jest jedynie chwytem retorycznym. De factoprowadzi bowiem do zjawiska przeciwstawnego, tytułowej „drugiej fali prywatyzacji”. Polega ona na tym, że obywatele z powodu braku zaufania do instytucji państwowych, obiektywnego pogorszenia jakości usług publicznych, lub niepewności związanej z bieżącymi decyzjami politycznymi – rezygnują z sektora publicznego na rzecz usług w sektorze prywatnym. Prowadzi to do „podwójnego opodatkowania” tych Polaków, którzy z jednej strony odprowadzają podatki na utrzymanie pewnych usług publicznych, ale jednocześnie – z powodu wadliwości systemu – z drugiej strony są zmuszeni korzystać z nich prywatnie, ponosząc związane z tym koszty. Przyjmując taką perspektywę, dojdziemy do wniosku, że składane nam przez rządzących obietnice „dogonienia Zachodu” pod względem jakości życia – i to nawet w ciągu dwóch najbliższych dekad – są zupełną mrzonką. Nie tyle nawet ze względu na brak środków, ile na fakt, że wdrażane przez rząd rozwiązania prowadzą nas w dokładnie odwrotnym kierunku – państwa minimalnego, które wypłaca swoim obywatelom świadczenia gotówkowe, przy czym odmawia rozwiązania przyczyn leżących u źródła danego problemu. W rezultacie tych wszystkich działań – jak słusznie pisał Michał Sutowski w „Krytyce Politycznej” – „niezależnie od największych w historii transferów społecznych,…