Subskrybuj
(Jacek Baczak fot. Irek Dorożański)
dziennikarka i publicystka. W latach 1996–2008 była redaktorką „Tygodnika Powszechnego”. Laureatka nagrody dziennikarskiej Grand Press w kategorii wywiad (2007). Wydała m.in. Co zdążysz zrobić, to zostanie. Portret Jerzego Turowicza (Znak 2012) oraz Ludzie Znaku (2015)....

Od podszewki

Po pracy Jacek Baczak wychodzi na ulicę i ma ochotę powiedzieć ludziom: „Słuchajcie, macie policzony czas”. Jest to tak oczywiste i nie na miejscu, że tego nie robi. Ale myśli dalej: za chwilę będziemy starzy, może schorowani albo niepełnosprawni, nawet guzika sobie nie zapniemy. I co wtedy?

Secesyjna willa Hermanna Schneidera w Bielsku-Białej, ozdobiona neobarokową wieżą z hełmem, czeka na nowego właściciela. Wybudowano ją na lekkim wzniesieniu w latach 1903–1905 dla właściciela tkalni lnu na Dolnym Przedmieściu. Dzisiaj do pustego ogrodu willi zaglądają z balkonów mieszkańcy bloku z prefabrykatów, postawionego dokładnie naprzeciwko kilka dekad temu, kiedy kolejne fabryki, nie tylko włókiennicze, potrzebowały rzesz pracowników.

Jacek Baczak, przewodniczący Miejskiego Zespołu ds. Orzekania o Niepełnosprawności w Bielsku-Białej, opierając się o rower, nie zwraca uwagi na historyczne kontrasty rodzinnego miasta. Kilkadziesiąt metrów stąd, w kamienicy za skrzyżowaniem, mieszka pani Helena. Z trzeciego piętra wysokiej kamienicy zeszła ostatni raz grubo ponad pół roku przed ostatnią wizytą Baczaka. Mieszka sama unieruchomiona obrzękiem nóg. Nie narzeka na brak przestrzeni, nie tęskni za wycieczką w Beskidy, których najbliższe pasma widać z każdego wzniesienia miasta. Życie ułożyła tak, by niewychodzenie nie stanowiło dla niej problemu: sprawy na zewnątrz załatwia, korzystając z pomocy asystentki społecznej, w prowadzeniu domu pomaga jej opiekunka. Wieloletni lockdown zarządzony bez odgórnego nakazu i daty końcowej.

Co można zrobić w godzinę?

– Po ulicach mojego miasta w ostatnich tygodniach poruszam się na piechotę albo rowerem. Niespiesznie mijam więc kamienice czy bloki kolejnych osiedli, przypominając sobie, kiedy i w jakiej sprawie tam byłem, kto za którym oknem leży, bo nie ma komu znieść go albo jej na dół, a w domu brak windy. Tych ludzi – czasem obłożnie chorych, często samotnych, bywa, że z chorobami psychicznymi – którzy korzystają, jak precyzyjnie ujmują to ich dokumenty, z usług opiekuńczych albo specjalistycznych, od lat nie widzi nikt poza mało liczną grupą opiekunek czy opiekunów. Spotykani na ulicach ludzie starsi czy z niepełnosprawnościami są więc jedynie forpocztą dużo liczniejszej, niż nam się wydaje, społeczności osób niesamodzielnych. Do nich przychodzą „dziewczyny z opieki” (mężczyźni to znikoma mniejszość). Na godzinę dziennie, czasem dwie. Do osób obłożnie chorych i leżących na cztery godziny. Dłużej nie mogą, bo jest ich zbyt mało jak na liczbę podopiecznych. Co można zrobić w godzinę? Posprzątać jako tako….

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Oswajanie samotności