Subskrybuj
redaktor naczelna miesięcznika „Znak”, dr nauk humanistycznych w zakresie filozofii, publicystka. Specjalizuje się w tematach dotyczących społecznych przemian religijności, sporów światopoglądowych, relacji państwo-­Kościół, wielokulturowości i problemów mniejszości. Członkini Rady Fundacji na rzecz Chrześcijańskiej Kultury Społecznej...

Lekcje tolerancji

Społeczne przyzwolenie na katechizację w szkołach jest trwałe – taki wniosek wyłania się z badań prowadzonych systematycznie od lat 90. m.in. przez CBOS. Czy gotowość posyłania dzieci na zajęcia byłaby równie wysoka, gdyby lekcje religii wiązały się z dodatkowymi kosztami, większym wysiłkiem lub osobistym zaangażowaniem ze strony dzieci, rodziców, nauczycieli lub politycznych decydentów? 

Ulokowanie katechez w szkole jest rozwiązaniem wygodnym i korzystnym przede wszystkim dla dzieci i rodziców. Henryk Samsonowicz, minister edukacji narodowej w rządzie Tadeusza Mazowieckiego, podpisując w pierwszych dniach sierpnia 1990 r. instrukcję wprowadzającą nauczanie tego przedmiotu do szkół, nie mógł zapewne przewidzieć, jak dalekie zmiany w odniesieniu do czasu wolnego, stylu pracy, decyzji o wyborze szkoły i miejsca zamieszkania, a nawet miejsca religijnych praktyk zajdą w kolejnych dekadach. Zachodnia nowoczesność nieodwracalnie zmieniała nasze życie oraz – o czym często zapominamy – sposoby przeżywania duchowości. Powrót do ewangelicznych źródeł – praktykowania w małych wspólnotach, spójnych na poziomie świadectwa życia i przekonań głoszonych przez jej członków – nie dokona się bez zmiany zasad kształtujących relacje społeczne i ram naszego życia. A to wymaga wysiłku i wyrzeczeń. To klucz do zrozumienia nauczania ostatnich papieży: Benedykta XVI i Franciszka. Tymczasem wciąż brakuje świadomości tego faktu. Blisko 30-letnia katecheza przyparafialna pozostaje we wspomnieniach kilku pokoleń Polaków urodzonych w okresie PRL-u: popołudniowe wyprawy do kościoła i powroty – zimą już po zmroku, nauka pieśni, ksiądz lub siostra grający na gitarze. Wracając z nostalgią do tych wspomnień w dyskusjach o miejscu nauczania religii, zapominamy często, że dziś nasze związki z parafią bywają okazjonalne, bo nawet wierzący i praktykujący katolicy wybierają nieraz kościoły odległe od miejsca zamieszkania. „Nie mam pewności, że to inne rozwiązanie byłoby lepsze” – mówi o. Marek Donaj, proboszcz parafii św. Katarzyny w Krakowie. „W PRL-u życie toczyło się w środowisku, w którym wszyscy się znali. Chodziliśmy do najbliższej parafii, bo tam mieszkaliśmy, tam się uczyliśmy, znaliśmy innych rodziców. Dziś cały ciężar kształcenia zrzucono na szkołę, często oddaloną od miejsca zamieszkania. To tam dzieci spędzają większą część dnia, nieraz…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Bliskość rzeczy