Może państwo pamiętają moją wakacyjną przygodę z redaktorem Bonowiczem, która była zaszła i dobiegła nostalgicznego końca jeszcze w poprzednim cyklu felietonów, pod zgoła innym tytułem, w innym layoucie i w całkiem innej rzeczywistości geopolitycznej, niż nas teraz otacza (piszę ten felieton przed wyborami, ale ukaże się on już po nich i na razie jeszcze czuję na przemian radosne podniecenie i grozę związane z ich przewidywanym wynikiem). Dzisiaj natomiast chcę opowiedzieć naszą z Bonowiczem zupełnie niedawną przygodę czeską.
Działo się to w Taborze pod Pragą, gdzie Bonowicz od przyjazdu chodził i potrząsał swoją komórką, która za nic nie chciała wejść w zasięg. Żeby weszła, przeszliśmy niewielkie miasteczko najpierw naokoło, potem wszerz i wzdłuż, a za trzecim razem kreśląc nerwowy schemat w kształcie rozgwiazdy, w oczekiwaniu na znajomą wibrację w kieszeni Wojtkowych…
Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum
- Pełny dostęp do wszystkich artykułów
- Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
- Archiwum numerów zawsze pod ręką
Artykuł pojawił się w numerze:
Białoruś. Pobyt tymczasowy