Subskrybuj
Jacek Dukaj
Jacek Dukaj (fot. Adam Walanus)
Prozaik, autor powieści, m.in. Xavras Wyżryn (1997), Inne pieśni (2003), Lód (2007) oraz zbiorów opowiadań. Ostatnio opublikował powieść Wroniec (2009). Laureat Nagrody im. Kościelskich oraz Europejskiej Nagrody Literackiej.

ID: między innymi Polak

Czy kryzys ekonomiczny i przemiany w popkulturze doprowadzą do powrotu dziewiętnastowiecznej formuły polskości i wzmocnią narodową identyfikację Polaków? Czy też, przeciwnie, naszą tożsamość budować będziemy jedynie w oparciu o indywidualne, egzystencjalne i estetyczne wybory, a Polska stanie się tylko miejscem zamieszkania?

Przeklęty dziewiętnasty wiek! Taka była moja pierwsza i najgłośniejsza myśl po lekturze odpowiedzi na Znakową ankietę o polskości z 1987 roku. Jasne, przeszłość stanowi oczywisty punkt odniesienia i najżyźniejszy kontekst. Ale choćby z czystej przekory – dla zdrowego odreagowania – człowiek chciałby porozmawiać o polskości, trzymając usta i mózg ponad powierzchnią bagna pierwszej wojny światowej i rozbiorów. Lecz czy to w ogóle możliwe? Przeklęty dziewiętnasty wiek!

Nie jest moją intencją silić się na kontrowersyjność i obrazoburstwo – takich brawurowych komandosów antypolskości mamy dziś na pęczki, wystarczy włączyć telewizor czy otworzyć kolorową gazetę. Chciałbym natomiast zaproponować perspektywę konkurencyjną wobec wszystkich tych ujęć czyniących z polskości kategorię wyjątkową, zgoła nadnaturalną, jednoelementowy zbiór o odrębnych regułach, nieporównywalny do żadnego innego. Dopóki dyskurs toczy się na poziomie zestawiania wyjątkowości, czyli tłumaczenia nieprzetłumaczalnego, dopóty pozostaniemy takim egzotycznym idiomem Europy. Trzeba ram i języków obszerniejszych, uniwersalnych.

1.

Jeśli więc nie mamy odwoływać się do więzów i ciągłości mistycznych, pozarozumowych, ani też do prostackiej wspólnoty krwi (tj. ciągłości przez genealogie ciała), to naturalnym punktem wyjścia w każdej rozmowie o polskości musi być identyfikacja poprzez zakorzenienie w sieci kontekstów kulturowych, językowych, w określonym krajobrazie symboli. Okoliczności materialne – geografia, geny, namacalne manifestacje historii – wpływają jedynie pośrednio, zwiększając lub zmniejszając ekspozycję człowieka na dane pakiety symboli.

W ankiecie sprzed 25 lat tak rozwijał tę perspektywę Jan Prokop: „Narodowe legendarium nie jest naszym jedynym uniwersum znakowym, jedynym pomieszkaniem hominis symbolici, człowieka tworzącego symbole. Tkwimy w wielu nakładających się na siebie, rywalizujących, ale i dialogujących układach znakowych. Zakorzenienie w określonym dziedzictwie nie wyklucza transcendowania go, przekraczania granic własnego świata i wymiany wartości. Tak poszczególne podnosi się do uniwersalnego, a «narodowe do ludzkości». Tkwimy w polskim «zaklętym kręgu», ale także w kręgu wyobrażeń judeochrzescijańskiej i grecko-rzymskiej Europy… Jesteśmy wreszcie członkami rodziny ludzkiej nie mówiąc o przynależności do ważnych lub mniej ważnych wspólnot węższych, choć zarazem powszechnych, jak astronomowie, miłośnicy jazzu, benedyktyni czy alpiniści. Narodowe uniwersum nie jest więc jedynym obszarem, w którym istnieję jako homo symbolicus, ale jest domem – miejscem zakorzenienia, z którego wyruszam w świat. Dom ów wciąż ulega przebudowie, jest poprawiany i odnawiany, ale aby był…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Jak odmienić Polskę?