Kiedy jesienią ubiegłego roku razem z Romanem Graczykiem podejmowaliśmy decyzję o wystąpieniu ze Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich, czyniliśmy to na znak protestu wobec braku reakcji SDP na – naszym zdaniem radykalne – upolitycznienie mediów publicznych (zwłaszcza TVP) po wyborach wygranych przez Prawo i Sprawiedliwość. Media te – pisaliśmy w ogłoszonym wówczas oświadczeniu – „w ostatnich latach stały się tubą propagandową partii rządzącej. Treść i styl tej propagandy osiągnęły poziom przypominający nam praktyki z czasów »dekady dynamicznego rozwoju« lat 1970–1980. Podobna jest napastliwość wobec myślących inaczej niż rządzący, podobnie pomijane (lub minimalizowane) są fakty niepasujące do kreowanego obrazu rzeczywistości, nachalnie poszukuje się też wrogów »jedynie słusznej« linii partii i rządu. Media zwane dawniej publicznymi, a obecnie narodowymi, tworzą obraz rzeczywistości drastycznie nieadekwatny do faktów. Kreują pewnego rodzaju »nierzeczywistość« – zjawisko, którego powrotu w suwerennej Polsce nie oczekiwaliśmy w najczarniejszych snach”. To właśnie temu oświadczeniu, jak podejrzewam, zawdzięczam zaproszenie do napisania dla „Znaku” artykułu porównującego język rządzonych przez PiS mediów publicznych i język królujący w tzw. środkach masowego przekazu w marcu 1968…
Publicysta katolicki, wieloletni redaktor „Znaku”, były prezes Klubu Chrześcijan i Żydów „Przymierze”.