Subskrybuj
redaktor naczelna miesięcznika „Znak”, dr nauk humanistycznych w zakresie filozofii, publicystka. Specjalizuje się w tematach dotyczących społecznych przemian religijności, sporów światopoglądowych, relacji państwo-­Kościół, wielokulturowości i problemów mniejszości. Członkini Rady Fundacji na rzecz Chrześcijańskiej Kultury Społecznej...

Wojny przyszłości

Trzeba mieć świadomość, że w przyszłości będziemy uczestniczyć równocześnie w konfliktach z kilku różnych epok: i z XVIII, XIX, XX i z XXI w. Świat wcale się nie ujednolica. Przeciwnie, różnice coraz bardziej się potęgują ze względu na pogłębiające się przepaści technologiczne.

W lipcu tego roku minie 100 lat od wybuchu I wojny światowej. Wiele się zmieniło od tamtego czasu, nie tylko pod względem technologicznym. Dziś może się wydawać, że zacierają się granice tego, czym jest wojna, a czym jest pokój: wojna z terroryzmem, wojny gospodarcze czy ataki hakerów na strony rządowe mogą być w ogóle nieodczuwalne dla obywateli państw, które są w nie zaangażowane. Podobnie problematyczna jest kategoria „sojuszników” – w czasach kiedy wrogiem jest terroryzm, a nie określone państwo, pracownicy agencji wywiadowczych zagrożenia wypatrują wszędzie, nawet wśród własnych obywateli. Te przesłanki skłaniają do zadania podstawowego pytania o to, czy dziś żyjemy w czasie wojny czy pokoju. Jak zmienia się nasze rozumienie wojny? Czym może być wojna w przyszłości? Czy np. w połowie XXI w. może stać się zupełnie niezauważalna lub – przeciwnie – wszechobecna?

Sławomir Dębski: Na wstępie mam dwie uwagi odnośnie do celu naszej dyskusji. Otóż, po pierwsze, wątpię w sens refleksji obejmującej perspektywę wybiegającą w przyszłość aż na 40 lat. Nikt nie podjąłby się dziś przygotowania prognozy na tak długi okres. Długoterminowa perspektywa przewidywania przyszłości ogranicza się najczęściej do 15–20 lat. A to i tak są szacunki niezwykle odważne. Im większy okres chcemy zanalizować, tym więcej zmiennych: ich liczba rośnie w tempie geometrycznym. Nawet jeżeli całą potęgę państwa zintegrujemy z obecnymi mocami obliczeniowymi maszyn, to i tak wychodzenie poza 20-letni okres nie ma sensu. Nie jesteśmy w stanie zaprognozować oddziaływania głupoty, będącej potężną siłą sprawczą w dziejach ludzkości.

Po drugie, Rupert Smith, o którym w swym wprowadzeniu wspominał Rafał Tarnogórski, twierdzi, że nie mamy dziś do czynienia z wojnami w rozumieniu Clausewitzowskim. Ale to przecież nie oznacza, że nie mamy do czynienia z użyciem siły. Monopol na stosowanie siły wciąż ma jedynie państwo. To jest jedno z najważniejszych cywilizacyjnych osiągnieć ludzkości. Jednak co rusz pojawiają się podmioty niebędące państwami, które ten monopol próbują przełamać. To z pewnością stawia nas w obliczu nowych wyzwań.

Leszek Jesień: Broniłbym zasadności prognozowania możliwych scenariuszy w perspektywie 40 lat. Zgadzam się, że praktyczny sens takich prognoz jest bliski zeru. Jednak dotyczy to także perspektywy 15–20-letniej. Nie jest natomiast bliski zeru, jeśli cel takich prognoz ma charakter konceptualny, a nie praktyczny. Metoda ekstrapolacji jest skutecznym sposobem tworzenia nowych definicji i schematów pojęciowych, przez pryzmat których możemy w inny sposób spojrzeć na bieżącą sytuację. Prosty przykład – podmiot i przedmiot aktu przemocy. Tradycyjnie uznawaliśmy, że jest to państwo. Projekt integracji europejskiej rozpoczął się od koncepcji uniemożliwienia państwom aktów przemocy….

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Wojna