„Był wolny, tak nieskończenie wolny, że nie czuł, by coś ważył na tej ziemi. Brakowało mu ciężaru ludzkich związków, który przeszkadza w marszu, brakowało łez, pożegnań, wymówek, radości, wszystkiego, co człowiek hoduje w sobie lub zrywa, ilekroć wykonuje jakiś gest, brakowało tysięcy nici, które go wiążą z innymi i obciążają”
Antoine de Saint-Exupéry
Rodzina na zakręcie
Z rodziną mamy problem. Z jednej strony wszyscy wiemy, czym jest i banałem wydaje nam się próba jej definicji. Z drugiej wciąż przeszkadzają nam mity o uniwersalizmie, harmonii i stałości tej „naturalnej komórki społecznej”. Zmniejszającą się liczbę małżeństw i dzieci, rozwody oraz ponowne małżeństwa, różnorodne formy życia rodzinnego często bezdyskusyjnie przyjmujemy jako dowody na rozpad rodziny i w konsekwencji pogłębiający się kryzys w trzech płaszczyznach – społecznej, gdyż w rodzinie dowiadujemy się, kim jesteśmy, politycznej, bo w niej uczymy się demokracji i gospodarczej, ponieważ powstaje w niej część naszego wspólnego krajowego dochodu. Z uwagi na to, że w rankingach najważniejszych wartości rodzina trzyma się całkiem nieźle, trudno o niej spokojnie debatować, a niestety łatwo wykorzystać w politycznych czy ideologicznych przepychankach. A rodziny jako takiej „nie ma” – jak całkiem przytomnie zauważyły Mirosława Marody i Anna Giza-Poleszczuk[1] – istnieją raczej jej reprezentacje naukowe, polityczne, ideologiczne, a one się zmieniają. Zatem może zamiast z końcem rodziny w ogóle, mamy do czynienia z wyczerpaniem się jej tradycyjnego modelu?
Zbyt ważna, by jej odpuścićKolejną kwestią są bardziej lub mniej sprecyzowane intuicje dotyczące…