Subskrybuj

Rozczarowani demokracją

Od upadku komunizmu i powrotu polskiej demokracji minęło już ponad 20 lat, a na krajowej scenie opinii pojawiło się zupełnie nowe pokolenie ludzi zaangażowanych w zmianę kształtu polskiej sfery publicznej. Często nie znamy jednak poglądów tego pokolenia, nie wiemy, jak wyobraża sobie Polskę za kilka, kilkanaście lat, czym różni się od obecnych elit opiniotwórczych, co i dlaczego chce w Polsce zmienić.

Poza elitą władzy w każdej demokracji w oczywisty sposób istnieje miejsce dla elity opinii, tworzącej autonomiczną sferę, która pośredniczy i wywiera wpływ tak na polityków, jak i na wyborców. Zwróciliśmy się zatem do przedstawicieli dziesięciu młodych lub uznających się za młode środowisk, które naszym zdaniem zaczynają już współtworzyć tę sferę, a w przyszłości zadecydują pewnie o jej nowym kształcie.

Zadaliśmy im cztery pytania – o kształt polskiej debaty publicznej, jakość demokracji, o ich oczekiwania względem przyszłości i ich stosunek do obecnych elit opiniotwórczych – które dają nam całkiem interesujący – jak sądzimy – obraz stanu młodych umysłów.

„Przygody młodego umysłu” – taki tytuł Czesław Miłosz nadał książce zbierającej jego wczesne, młodzieńcze jeszcze teksty, ukazujące jak w soczewce najważniejsze problemy jego epoki. Podobnie można chyba traktować publikowane niżej wypowiedzi przedstawicieli transformacyjnego pokolenia – jako świadectwo czasów, w jakich przyszło nam żyć, ale też prognostyk na przyszłość.

Nie zamierzamy dokonywać zbyt szybkich ocen, niemniej nie da się ukryć, że w przeciwieństwie do głosów starszego pokolenia, które opublikowaliśmy w poprzednim numerze „Znaku” (Koniec polskiej transformacji? Ankieta, wrzesień 2011), opinie młodych dalekie są od tamtego pozytywnego tonu.

Zaskakująco wielu z nich nie próbuje nawet udawać, że dobrze się czuje w obecnej Polsce. Pojawiają się nawet głosy ewidentnie antydemokratyczne lub niechętne obecnym rozwiązaniom społecznym czy politycznym.

Z drugiej strony młodzi często wypowiadają się nad wyraz ogólnikowo, a ich krytyka ma wyraźny wydźwięk ideologiczny. Co więcej, pomimo ujawnianego w niektórych ankietach zmęczenia propozycjami obecnych elit opiniotwórczych, głosy młodych zdają się odtwarzać obecne już na polskiej scenie stanowiska ideowe.

Innymi słowy, można odnieść wrażenie, że radykalizm wielu prezentowanych poniżej środowisk nie niesie ze sobą rzeczywistej zmiany widzenia świata względem już obecnych w sferze publicznej sposobów jego postrzegania i interpretacji. Wygląda więc na to, że kolejne 20 lat na polskiej scenie idei i opinii nie przyniosą znaczących zmian. Oznacza to zatem, że pokoleniowa wymiana elit, która już się rozpoczęła, będzie w znacznym stopniu powtórzeniem wzoru już obecnego w polskim życiu publicznym.

Publikowane niżej głosy uszeregowane są alfabetycznie, według nazwisk uczestników ankiety. Staraliśmy się zachować ich stylistyczną odrębność, dlatego dokonaliśmy jedynie niezbędnych poprawek redakcyjnych i interpunkcyjnych. Uznaliśmy bowiem, że sposób wyrażania własnych poglądów mówi też nieco o sposobie myślenia uczestników ankiety.


Paweł Cywiński, Jan Mencwel, Misza Tomaszewski, „Kontakt”

1. ZMIANA, czyli – co chcieliby Państwo zmienić w polskim życiu publicznym?

Podstawowym problemem, z którym możemy próbować się mierzyć, jest kształt uprawianej w naszym kraju debaty publicznej. Jako że staramy się czynnie uczestniczyć zarówno w strukturach społeczeństwa obywatelskiego, jak i w życiu naszego Kościoła, naszą uwagę w sposób szczególny przyciąga kształt debaty toczącej się na styku tych dwóch światów. Nie chodzi nam przy tym wyłącznie o umocowaną instytucjonalnie debatę pomiędzy „państwem” i „Kościołem”. Zależy nam również na kształtowaniu odpowiedzialnych dyskusji wewnątrzśrodowiskowych. To ich jakość znajduje swoje odzwierciedlenie w jakości debaty publicznej.

Na obu tych płaszczyznach – „publicznej” i „prywatnej” – napotykamy dwa zagrożenia. Pierwsze z nich można określić mianem „egocentrycznego absolutyzmu”. Jego przedstawiciele nie starają się poznać ani zrozumieć racji odmiennych niż ich własna, a tym bardziej nie podejmują próby stworzenia swoistego protokołu rozbieżności między stronami sporu. Uważają, że gdy światem wstrząsa rozstrzygająca walka dobra ze złem (pod „zło” podstawić można zarówno zachodnią „cywilizację śmierci”, jak i opresyjny „religijny fundamentalizm”), nie czas i nie miejsce na żmudne wypracowywanie kompromisów. „Egocentryczny absolutyzm” zmierza do prawnego lub moralnego usankcjonowania własnej prawdy z pominięciem racjonalnej dyskusji. A w sytuacji, w której dyskusji uniknąć się nie da, zostaje ona sprowadzona do roli procedury, którą wykorzystuje się do kwestionowania dobrej woli oponentów. Wartości, zamiast wyznaczać kierunki przemian, zaczynają służyć do okładania się po głowach. Czy byłyby to wartości „chrześcijańskie”, czy „liberalne”, mamy tu do czynienia z próbą doprowadzenia do ich tyranii, czyli – w efekcie – do zakwestionowania ich jako wartości.

Drugim zagrożeniem jest „egocentryczny subiektywizm”. Na fundamencie liberalnej koncepcji tego, co prywatne i tego, co publiczne, wyhodowana została postawa którą – za Janem Hartmanem – można streścić w słowach: „Moim zdaniem każdy ma prawo do własnego zdania”. Takie prawo czasem w niebezpieczny sposób utożsamiane bywa z zasadą wolności sumienia. Zapomina się przy tym, po pierwsze, że istnieje coś takiego jak moralny obowiązek formowania sumienia, po drugie zaś, że głos sumienia nie jest żadnym „widzimisię”, lecz bardziej lub mniej trafnym sądem rozumu praktycznego. Tymczasem w myśl „egocentrycznego subiektywizmu” nie istnieje żadna intersubiektywna procedura próbowania poszczególnych racji. Każdy ma swoje wartości, spośród których niemal wszystkie są siebie warte, a w konsekwencji – nie są one nic warte.

Choć wbrew absolutyzmowi opowiadamy się za istnieniem nierozstrzygalnych uniwersalnie konfliktów wartości, to nie twierdzimy, że żadnych konfliktów nie da się w ten sposób rozstrzygnąć. Co więcej, dojrzałe, demokratyczne, liberalne społeczeństwo nie może poprzestać na rozstrzyganiu konfliktów jedynie na drodze wyborów politycznych. Potrzebna jest stała debata, która pozwoli wszystkim stronom sporu na wyartykułowanie swojego zdania bez strachu przed napiętnowaniem i wykluczeniem, oraz która umożliwi następnie racjonalny namysł nad przedstawionymi stanowiskami i pozwoli zawrzeć kompromis.

 

2. WYJĄTKOWOŚĆ ŚRODOWISKA, czyli – czym Państwa środowisko różni się od obecnych elit opiniotwórczych?

Jako że wszyscy wychowaliśmy się w warszawskim Klubie Inteligencji Katolickiej, w naturalny sposób odnaleźliśmy się w ramach tradycji „katolicyzmu otwartego”. Z czasem dopiero zdaliśmy sobie sprawę z tego, że język, w którym niejednokrotnie artykułowali swoje poglądy autorzy „Więzi”, „Znaku” i „Tygodnika Powszechnego”, nie nadaje się (i nigdy się nie nadawał) do oddziaływania na szersze kręgi wierzących i niewierzących odbiorców. Teologiczna i filozoficzna formacja intelektualna czcigodnych Mistrzów odcisnęła na nim zbyt wyraźne piętno, by mógł on służyć czemuś innemu niż dialogowi intelektualistów katolickich z intelektualistami laickimi. Jeśli zaś – jak pisał Juliusz Eska – „otwartość nie jest wyteoretyzowaną doktryną”, jeśli „punkt ciężkości światopoglądu otwartego leży w praktyce życia codziennego”, to, na miłość boską, trzeba zacząć mówić w nieco inny sposób, by móc wywierać wpływ na ludzi, którzy poszli za wezwaniem Kazania na Górze, chociaż – o zgrozo – nie czytali nigdy Bergsona ani Mouniera. Jednym z wyzwań, jakie przed nami stoją, jest więc wypracowanie języka, który nie tracąc zdolności do wyrażania głębi, przestałby zarazem być językiem hermetycznym. Naszym celem jest bowiem budowanie możliwie szerokiego środowiska, nie zaś „elity opiniotwórczej”.

Spróbujmy w wielkim skrócie scharakteryzować postawę „katolika otwartego”, której realizowanie stawiamy sobie za cel w „Kontakcie”:

– „katolik otwarty” nie twierdzi, że jest posiadaczem pełni prawdy. Zna ją dość dobrze, by świadczyć o niej własnym życiem, ale niekoniecznie, by kogokolwiek w jej imieniu pouczać. Swoją misję w świecie traktuje jako misję dawania przykładu zgodności własnej wiary z praktyką życiową. Poszukuje tego, co piękne i dobre w innych wyznaniach, religiach i światopoglądach, w dialogu z nimi widząc nie tyle strategię, ile szansę Kościoła.

– W swoim stosunku do władzy politycznej „katolik otwarty” pamięta o orzeczeniu Soboru: „[Kościół] nie pokłada […] swoich nadziei w przywilejach ofiarowanych mu przez władzę państwową; co więcej, wyrzeknie się korzystania z pewnych praw legalnie nabytych, skoro się okaże, że korzystanie z nich podważa szczerość jego świadectwa” (KDK 76).

– W relacji pomiędzy moralnością jednostki a doktryną Kościoła „katolik otwarty” wskazuje na rolę, jaką w życiu człowieka odgrywa jego formowane sumienie. Zadanie duszpasterzy upatruje w zakorzenianiu tego sumienia w niejednoznacznej logice Ewangelii, nie zaś w wyręczaniu go czy wręcz autorytarnym podporządkowywaniu uniwersalnemu nauczaniu. Zdając sobie sprawę, że współczesny świat jest „światem na zakręcie”, szczególną uwagę przywiązuje do tego, by owego świata wraz z żyjącym w nim człowiekiem nie egzorcyzmować, lecz by go zrozumieć i – mimo wszelkich jego niedoskonałości – zaproponować mu jakiś program pozytywny, oparty na zasadzie innej niż „wszystko albo nic”.

– Trawestując słynne wyznanie księdza Tischnera, „katolik otwarty” na pierwszym miejscu jest człowiekiem, na drugim dopiero chrześcijaninem. Znaczy to, że solidarność konfesyjna ustępuje w jego postępowaniu miejsca solidarności ogólnoludzkiej, przede wszystkim zaś solidarności z tymi, których dotyka krzywda – nie tylko nienarodzonych, lecz także ubogich, głodnych i wykluczonych. Nie kwituje niedoskonałości świata wzruszeniem ramion czy odruchem litości, lecz angażuje się w struktury tego świata, by brać odpowiedzialność za rozwiązywanie najbardziej palących społecznych problemów współczesności. Poszukuje przy tym rozwiązań najbardziej chrześcijańskich z ducha, a nie tylko z nazwy.

 

3. DEBATA, czyli – jakie tematy Państwa zdaniem stanowią w Polsce ciągle temat tabu? Które z nich w pierwszej kolejności wymagają poważnej debaty?Trzecia Rzeczpospolita – ponad dwadzieścia lat wolnej Polski i siedem lat Polski w Unii Europejskiej. Wyraźnie przesunęliśmy się…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Piękni dwudziestoletni idą po władzę