Od paru lat mówi się w Polsce o odrodzeniu lub konieczności odrodzenia inteligencji zaangażowanej. Czy Pańskim zdaniem rzeczywiście potrzebujemy etosowej inteligencji?
Od wielu lat mówi się raz o niezbędności postaw inteligenckich, innym razem o upadku inteligencji, która w konieczny sposób przekształca się w klasę średnią. Pacjent tymczasem czuje się średnio, nie kwitnie, ale i nie umiera. Teraz do rzeczy: istnienie grupy społecznej, która w sposób nieco bardziej finezyjny niż w sloganach partii politycznych albo w reklamach artykułuje problemy, dążenia i idee społeczne, a w ten sposób pomaga społeczeństwu się odnaleźć, jest czymś pozytywnym.
Kiedyś, w dawnym świecie – tak to nazwijmy – inteligencja stanowiła jednak socjologicznie odrębną klasę, która powstała w określonych warunkach i zyskała własną samoświadomość, wykształciła też specyficzny etos i kodeks wartości. Dziś też jest miejsce na taką grupę?Trzeba wyróżnić pewne elementy, które były związane z tamtą epoką i które, jak mi się wydaje, odeszły. Chodzi mi o specyfikę obyczajowości, stylu zachowania, pewnej wyniosłości, tego wszystkiego, co Chałasiński z irytacją nazywał gettem inteligenckim….