Konkluzja Bentona? Doktorat z humanistyki powinni robić tylko ci, którym koneksje rodzinne zapewnią posadę (jak widać, to działa też w Ameryce), albo ci, którzy mają majątek pozwalający na utrzymanie, albo wreszcie – ci, którzy mają bogatego męża/żonę (niepotrzebne skreślić). Brzmi niewesoło? W tym samym czasie „The Economist” pisze o „akademikach jednorazowego użytku” – doktorantach i świeżo upieczonych doktorach, w tym fizykach, chemikach czy ekonomistach, dla których nie ma i nie będzie miejsca na uczelniach. „Niektórzy opisują swoje zajęcie jako »pracę niewolniczą«. Siedmiodniowy tydzień pracy, dziesięciogodzinne dni robocze, niska płaca i bardzo niepewne perspektywy są powszechne. Wiesz, że jesteś doktorantem – mówi jeden z nich – kiedy twoje biuro ma lepszy wystrój niż twoje mieszkanie i masz ulubiony smak chińskiej zupki z torebki. (…) Jedno z badań OECD pokazuje, że pięć lat po otrzymaniu stopnia naukowego ponad 60 procent doktorów na Słowacji i ponad 45 procent w Belgii, w…
Historyk i dziennikarz; adiunkt w Instytucie Studiów Politycznych PAN, publicysta „Gazety Wyborczej”.