W czasie ostatniej kampanii samorządowej na wielu plakatach mieliśmy okazję zobaczyć hasło wyborcze z dala od polityki. Warto przyjrzeć mu się nieco bliżej, gdyż streszcza się w nim całość błędnego myślenia na temat demokracji lokalnej w systemie przedstawicielskim. Po pierwsze, slogan „z dala od polityki” postuluje rozróżnienie kwestii politycznych i niepolitycznych spraw samorządowych. Oczywiście stanowi to znaczące nadużycie, gdyż chyba nic bardziej nie zasługuje na miano polityki niż działania zamieszkujących tę samą okolicę ludzi, którzy wspólnie radzą nad dotyczącymi ich sprawami. Co więcej samo traktowanie podziału na to co politycznie i niepolityczne jako odgórnie ustanowionego jest działaniem antydemokratycznym – to sami obywatele powinni decydować, które z kwestii rodzą problemy wymagające publicznej debaty. Po drugie, wskazuje się, jakoby obywatele biorący udział w wyborach samorządowych znajdowali się blisko (nazbyt blisko?) polityki. W rzeczywistości odległość dzieląca ich od polityki jest całkiem spora i niemalże całość procesów decydowania o sprawach lokalnych przebiega poza ich zasięgiem. Wreszcie po trzecie, mówiąc „z dala od polityki”, daje się do zrozumienia, że oddając głos w wyborach samorządowych, wyborca może politykę od siebie odsunąć. W przeciwieństwie do poprzednich, to założenie jest aż nazbyt prawdziwe. Po wyborach udział obywatela w polityce…