Większość dziennikarzy powtarzała radosną Niwicę, że oto „pierwszy raz od ośmiu lat przyjeżdża do Polski prezydent Rosji”, tak jakby prezydenci Stanów Zjednoczonych czynili między sobą wyścigi, by wylądować na Okęciu. Posłańcy prawdy medialnej umacniali nas w przekonaniu, że jest dobrze, a będzie jeszcze lepiej. Żywiłam nadzieję, że przyjeżdża do nas reprezentant Kremla o wiele bardziej skłonny do demokratycznych zmian niż jego przeciwnik. Putin zarządził w kraju omnipotencję munduru,…