Pięć lat temu – po tym, jak przewodniczącym Konferencji Episkopatu Polski został wybrany po raz pierwszy abp Józef Michalik – były sekretarz tego gremium bp Tadeusz Pieronek powiedział: „Miało wyjść słońce, ale zamiast niego wyszedł księżyc”. Przyznaję, że kompletnie nie rozumiałem wówczas tej ezopowej wypowiedzi. Jej sens odkryłem teraz, kiedy Episkopat dokonał ponownego wyboru abp. Michalika. Oto bowiem – tak rozumiem dzisiaj ową metaforę – miało nadejść coś nowego („dzień”) i... nie nadeszło. Dalej trwa „stare” („noc”), choć nie zapadły, na szczęście, całkowite ciemności. Mogło być gorzej.
W wyborach z 10 marca 2009 roku jedna rzecz wydaje mi się zdumiewająca: czternastu zgłoszonych kandydatów. Skoro zaś bierne prawo wyborcze miało jedynie 42 biskupów diecezjalnych, to znaczy, że aż co trzeci brany był pod uwagę przez przynajmniej jednego członka stuosobowej Konferencji. To dowodzi, że polski Episkopat przeżywa kryzys przywództwa. Nie ma w tym momencie wyraźnych autorytetów, wokół których skupiałaby się, powiedzmy, połowa biskupów. Charyzmatycznym liderem trudno także nazwać dotychczasowego przewodniczącego, abp. Józefa Michalika, który zresztą tuż…
Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum
- Pełny dostęp do wszystkich artykułów
- Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
- Archiwum numerów zawsze pod ręką