Drogobicz
„Agrablan vojaĝon” – tak w języku esperanto życzy się szczęśliwej podróży. Śpiwór to „dormosako” a „dorsosaco” – plecak. „Tendoplaco” znaczy pole namiotowe, „teo” – herbata, „poto” – garnek. Ciekawe, jak powiedzieć „drewniana łyżka”? Lekka, lipowa, starannie wyprofilowana. Podstawowa zaleta – nigdy się nie nagrzewa, dlatego od razu można sięgać do miski. Leon zawsze zabiera w drogę dwie, żeby w razie potrzeby komuś pożyczyć. Ludzie czasem zapominają o podstawowych rzeczach. Na przykład o tym, by spełniać swoje marzenia. Po esperancku: „plenumi la revon”. Na stronie internetowej Beaty Pawlikowskiej Leon znalazł „złotą myśl” na ten temat. Nie pamięta jak dokładnie brzmiała, ale chodziło mniej więcej o to, że nieważne, ile ma się lat, należy szukać siebie i iść za głosem serca. Dlatego z przekonaniem mówi: „Wiesz, my jeszcze pojedziemy tam, gdzie nam się marzy”. Jako Ukrainiec Leon do prawie każdego państwa potrzebuje wizy, po którą musi udać się do Kijowa, pokonując około 600 kilometrów w jedną stronę i płacąc. Ale i tak mu wierzę. Przecież już zdołał nauczyć się esperanto. Przed domem Leona rosną kwiaty – smolinosy. Okna są duże, parapet wysoko. Popękaną ścianę od lat zdobi regularny, naniesiony wałkiem wzorek. W niewielkiej łazience jest już ubikacja. Zimą trzeba palić w kaflowym piecu. Tapczan przykrywa koc z wizerunkiem tygrysa. W pokoju jego osiemdziesięcioletniej mamy – ma na imię Lida, a pomieszczenie jest zarazem czymś na kształt salonu –…