Jeszcze pogrzeb R. K. Cisza w kościele Świętego Krzyża. Dźwięk skrzypiec tylko ją podkreśla, nie napełnia kościoła, unosi się, jak wątły dymek kadzidła. Stąpania, szmery. Nawet grzechot żołnierskich butów wytłumiony. Warta honorowa dyskretnie zajmuje swoje miejsce. Przez cały czas bardzo dużo ciszy, chociaż jest i śpiew i mówią ci i tamci. Ale cisza wraca. Dziś każde ze słów wypowiadanych i wspominanych ma swoją otoczkę ciszy. * Czytanie z Apokalipsy (Ap 5). Zawsze tajemnicze. Inny rodzaj przywoływania tego, w co mamy wierzyć. Dziś, tutaj, nie przypadkiem przywołany ból z powodu niedostępności Księgi – ukazującej się jako zwój z obu stron zapisany i spięty pieczęciami. Jakaż to pieśń o ludzkiej niewystarczalności. Oczu nawet nie możemy podnieść na to, co rzeczywiście istotne. Póki te pieczęcie nie złamane, na nic wszystkie inne zwoje i księgi, na nic niebosiężne wieże biblioteczne i zbiory wszystkich możliwych układów słów. Trzeba wysłuchać tekstu do końca. Wtedy pocieszenie: ze Zwycięstwa, które tamten zwój otwarło, płynie już światło na zapisane przez nas strony, odbija się w literach spod…
Z wykształcenia filozof i teolog. W latach 1961–1983 była redaktorem i sekretarzem redakcji miesięcznika „Znak”. W latach 70. współtworzyła ruch hospicyjny w Polsce i pierwsze polskie hospicjum w Nowej Hucie. Przez pięć lat pomagała terminalnie chorym jako wolontariuszka. W latach...