Subskrybuj
Franz Kafka w Pradze fot. Gamma-Keystone / Getty
Franz Kafka w Pradze fot. Gamma-Keystone / Getty
Eseista, publicysta, redaktor w Wydawnictwie Czarne, publikował m.in. w „Dwutygodniku”, „Polityce” i „Piśmie”. Autor książki o afektach i złudzeniach w późnym kapitalizmie Moja osoba. Eseje i przygody (2020). Intensywnie pracuje nad książką o Łodzi i okolicach

Żelazne promienie

Terminem „kafkowski” opisywano zgoła wszystko. Współczesny teatr, społeczeństwo, cały PRL, prawicowych paranoików, biurokrację starą i nową. No i samego Franza Kafkę, którego znaliśmy ze słynnego zdjęcia wykonanego na rok przed śmiercią. Jakiż ten Kafka był kafkowski!

Niejasna formuła rządzi tym, kiedy, skąd i dlaczego zjawiają się w naszym życiu pisarki i pisarze, o których mówimy później, że byli ważni, a nawet – najważniejsi. Oczywiście to często dzieło przypadku. Impulsywny wybór podjęty w bibliotece czy antykwariacie, spontaniczna wycieczka ścieżką przypisu, samo brzmienie nazwiska autora, okładka. Jedna sekunda – i oto jest.

Zdarza się, że świadomość ta przyrasta latami. Będzie wtedy rezultatem długiej, pracowitej refleksji nad dziełem pisarza z początku niekiedy ledwie zajmującego bądź zajmującego co najwyżej przez wzgląd na epokę, w której tworzył, szczególną technikę narracyjną, środowisko – już to „barwne”, jak zwykło określać się utalentowanych, płodnych hedonistów, już to unicestwione przez rozliczne żywioły XX w. Są w końcu i cudze fascynacje, od których zajmuje się – niczym ogniem albo chorobą – nasz umysł i serce. Lecz ze mną i Franzem Kafką było jeszcze inaczej.

Historia klęski

Moje pierwsze z nim kontakty to historia klęski. Wprawdzie Proces przeczytałem jako bodaj 18-latek w liceum doby transformacji, czyli pośród ogólnego zamętu, ale wyłącznie z edukacyjnego obowiązku. Przyznam szczerze, iż wówczas bardziej zajmowała mnie kwestia zupełnie praktyczna, mianowicie czy charakterystyka Józefa K. może być tematem maturalnym, niż tragiczny los skazanego bez sądu człowieka i kunszt pisarski Kafki. Na studiach podjąłem też dobrowolną próbę lektury Zamku, a w moim domowym księgozbiorze znajduje się Ameryka w leciwym czytelnikowskim wydaniu, którą również zarzuciłem po kilkudziesięciu stronach. Tylko nie pamiętam, w jakim stanie ducha – znudzony, zbyt obojętny, pokonany? Ponadto widzę siebie w bibliotece przy ul. Miłej w Łodzi. To stamtąd wypożyczyłem Dzienniki. Oba tomy obłożone nieporęczną, sztywną okładką z celofanu, pod którą dostały się kurz, okruszki, włókna tytoniu, relikwie poprzednich użytkowników, naturalne ślady czasu. Wynotowuję – ja, pozujący na cynika bezrobotny absolwent polonistyki – jego słynne…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Dobre życie w chaotycznym świecie