Nie trzeba być znawcą literatury dziecięcej, by dostrzec pewne powracające tendencje w książkach z danego regionu czy obszaru językowego. Po literaturze skandynawskiej dla dzieci spodziewamy się np. szczypty czarnego humoru, szczerości i śmiałości w podejmowaniu dalekich od sztampy tematów. We frankofońskich książkach dla najmłodszych obok dopracowania warstwy wizualnej dostrzec można skłonność do postrzegania narracji jako gry i zachętę, by czytelnicy wzięli w niej udział, stając w ten sposób w równym szeregu z twórcami utworu.
Istnieje szansa, że ta tendencja ma związek z – być może luźną, być może nieświadomą – inspiracją poczynaniami pewnej powstałej we Francji grupy literackiej, która ze sztywnych kombinatorycznych reguł i logiki gier usiłowała stworzyć machiny napędzające narracje.
Nie ma zabawy bez reguł
Mowa oczywiście o grupie OuLiPo, czyli Ouvroir de Littérature Potentielle, po polsku Warsztacie Literatury Potencjalnej. Grupa została założona w 1960 r. w Paryżu przez nietypowy duet zafascynowanego literaturą szachisty i matematyka François Le Lionnaisa i zafascynowanego matematyką, a w szczególności…