Subskrybuj
Joanna Papuzińska fot. Maciej Zienkiewicz/Agencja Wyborcza.pl

Profesorka bajarka

Joanna Papuzińska przypomina, że czytamy dzieciom nie po to, by wzrósł ich iloraz inteligencji, lecz by budować wspólnotę i uczyć w niej uważności na siebie nawzajem.

Wspinam się na piąte piętro starej warszawskiej kamienicy. Jest bardzo gorąco, towarzyszy mi stres – mam zrobić wywiad z legendą polskiej literatury dla dzieci. Do tego lekka zadyszka na schodach. Tymczasem zza kolejnego zakrętu wyłaniają się otwarte drzwi. Staję w progu niepewna, co dalej. Na środku dużego przedpokoju w ciszy zatrzymał się pies corgi. Patrzy na mnie uważnie i odwraca się, jakby miał zaprowadzić mnie do swojej pani. Po chwili pojawia się sama Papuzińska. Drobna, serdeczna, starsza pani o ciepłym spojrzeniu, równocześnie naturalnie wzbudza szacunek, jest przenikliwa. Jak archetypowa przewodniczka z baśni. „Nierzeczywistość zdarza się niespodziewanie” – to zdanie, które wtedy od niej usłyszałam, zostanie ze mną na długo.

Zwykle o Papuzińskiej mówi się jako o autorce książek dla dzieci. Często kojarzymy z nią tytuł: Nasza mama czarodziejka. Tymczasem pełny obraz jej twórczego dorobku jest znacznie rozleglejszy. Joanna Papuzińska-Beksiak urodziła się w 1939 r. w Warszawie. Znacząca data. Doświadczenia wojenne, ucieczka z płonącej stolicy, rozdzielenie z rodziną, a nawet zabawy na gruzach mozolnie odbudowywanego miasta trwale zapiszą się w jej świadomości. Po wojnie jej rodzice zostaną odznaczeni Medalem Sprawiedliwych wśród Narodów Świata. Papuzińska studiowała dziennikarstwo na Uniwersytecie Warszawskim, pracowała w wydawnictwie i bibliotece, stopniowo coraz mocniej związując swoje życie zawodowe…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Glukozowe pułapki