Czesława Piecuch tak przekłada słowa niemieckiego filozofa Joachima Rittera : „Nakierowanie [osoby patrzącej] przemienia oblicze natury”. Ritter, nestor studiów nad krajobrazem, zasługuje na to, żeby chwilę z nim pomyśleć. Zróbmy to zatem: krajobraz nie istnieje sam z siebie – dopiero wtedy kiedy ktoś na niego patrzy, poszukując w nim znaczeń i przeżywając to, co widzi, natura zamienia się w krajobraz. „To, co do niedawna jeszcze było użyteczne (…) i na co nie zwracano uwagi albo co odrzucało swą nieprzyjazną obcością, osiąga wielkość, wzniosłość i piękno; (…) staje się krajobrazem” – proponuje dalej Ritter. Filip Springer w najnowszej książce – przez wydawcę zapowiadanej jako „opowieść fabularyzowana”, a zatem pewna forma sylwy, nie zaś reportaż – spogląda więc na krajobraz i próbuje opowiedzieć go tak, jak widzi: przefiltrowany przez swoje doświadczenie i wrażliwość. Co jednak dostrzega i jaką umowę z osobą czytającą zawiera? I co z tego wynika, skoro – jak każe myśleć jednemu z bohaterów opowieści – „obraz zawsze będzie jakąś formą porażki”?
Podzielona na kilka większych historii…