A w Polsce nie tylko nie jest obecny w świadomości ogromnej większości katolików, ale, co może się wydać dziwne, także większości absolwentów teologii: katechetów duchownych i świeckich. Przyczyną jest praktyczna nieobecność tego sporu w szkolnym nauczaniu religii i jego bardzo uproszczona i schematyczna obecność podczas magisterskich kursów teologii na wydziałach teologicznych. To zamknięte koło: na studia teologiczne przychodzą osoby, które w szkole nic nie słyszały ani o tym sporze, ani np. o pracy egzegetów z nurtu historyczno-krytycznego, których zasługą jest wydobycie i naświetlenie problemów związanych z odczytaniem nowotestamentowego przekazu o zmartwychwstaniu Jezusa. Ich wykładowcy zaś nie są w stanie uzupełnić tego braku.
Mogę się tu odwołać do własnego doświadczenia. Studenci drugiego roku teologii, którym kiedyś wykładałem teologię fundamentalną, przyjmowali mój wykład jako dziwną wiedzę, którą trzeba odtworzyć na egzaminie, lecz nie wierzyli temu, co mówiłem. Trwali przy „katechetycznych” wyobrażeniach dosłowności przekazu nowotestamentowego o zmartwychwstaniu. Nie byłem wprawdzie jedynym, który pokazywał czy obecnie pokazuje studentom perspektywę historyczno-krytyczną, ale kiedy słucham dzisiaj absolwentów wydziałów teologicznych, mam coraz silniejsze wrażenie, że także w nauczaniu akademickim nastąpił w tej dziedzinie regres. Coraz więcej dydaktyków teologii w naświetlaniu spraw związanych z egzegezą historyczno-krytyczną, i tym samym z rozumieniem w jej świetle…