Chodzi o płótno autorstwa Johna Singera Sargenta, ściśle zaś rzecz biorąc – portret zatytułowany Dr. Pozzi at Home. Widzimy na nim „obrzydliwie przystojnego” (jak powiedziała niegdyś księżna Monako) mężczyznę w szkarłatnej szacie. Uważne spojrzenie ucieka gdzieś poza krawędź obrazu, stopa nieco frywolnie wystaje poza sięgający ziemi płaszcz. Ale najważniejsze są ręce: prawa w okolicach piersi, lewa zadzierzgnięta wokół czerwonego paska, na wysokości bioder. „A może – jak podpowiada Barnes – bardziej sugestywnie: prawa na sercu, lewa na lędźwiach”. Owszem, to chyba bardziej trafny opis, bo portretowanym mężczyzną jest Samuel Jean Pozzi, wybitny francuski ginekolog, chirurg, pionier wielu…
Dr nauk humanistycznych, filolog, krytyk literacki. Zajmuje się literaturą XX w., współczesną prozą polską i melancholią.