Brak słów to wolność czy ograniczenie?
I jedno, i drugie – zarówno dla twórcy, jak dla czytelnika. Kiedy poruszamy temat narracji, zazwyczaj mamy na myśli słowa, które są najbardziej ekonomicznym i elastycznym sposobem przekazywania znaczeń (na pewno też szybszym niż ilustracja!). Brak słów jest więc podczas opowiadania historii oczywistym ograniczeniem. Doświadczyłem tego chociażby przy tworzeniu Przybysza, gdzie próbowałem przekazać poczucie zagubienia, szybki i wolny przepływ czasu opowieści (zarówno do przodu, jak i wstecz) czy zmianę lokacji. Pokazanie wyłącznie za pomocą obrazów, że coś dzieje się „w międzyczasie”, „wcześniej” czy „później” to trudne zadanie. Równocześnie okazało się to twórczym wyzwaniem.
Jak Pan sobie z nim poradził?
Narysowałem człowieka przechodzącego obok drzewa, które zmieniało się w zależności od określonej pory roku. W ten sposób udało się jakoś zobrazować ludzkie przemijanie.
Wpadłem też na pomysł, że aby wyrażać intencje lub pragnienia, których nie można przedstawić za pomocą gestów, moi bohaterowie mogą sami rysować obrazy. Właśnie dlatego tytułowy przybysz nosi ze sobą notes. W ten sposób opowiedziałem chociażby o jego poszukiwaniu pokoju do wynajęcia lub określonego rodzaju chleba. Paradoksalnie to praca nad picturebookami nauczyła mnie, czym jest dobre pisanie. Zdałem sobie sprawę, że lepiej ukrywać intencje i myśli postaci.
Podam kolejny przykład: na jednej tablicy pozwoliłem sobie narysować wyłącznie to, co myśli mój bohater, gdy wpatruje się w walizkę, w środku której znajduje się cały…