Ja – młody, wówczas 24-letni absolwent kulturoznawstwa, autor dwóch wydanych tomików wierszy i wielu publikacji w prasie literackiej, bezskutecznie poszukujący pracy w branży kulturalnej, od pierwszych godzin w nowej pracy myślałem przestraszony: jak przetrwać? Przez pierwsze lata ostatnią rzeczą była chęć ujawnienia się jako poeta… Zarówno przed podopiecznymi, jak i przed kolegami z pracy. Ani przez moment nie sądziłem, że kultura, która od lat była i jest moją pasją, przyniesie tyle niespodzianek.
Kultura na uwięziProwadziłem poniekąd dwa życia – prywatne (do którego zaliczam także realizowanie twórczej pasji) i zawodowe. To pierwsze pozwalało mi wówczas łapać równowagę i oddech, drugie, jak już wspomniałem, stanowiło tzw. zabezpieczenie finansowe. Środowiska twórcze czasami lubią się przenikać. Dla mnie poetyckim matecznikiem był Mikołów, gdzie na przełomie wieków powstał Instytut Mikołowski im. Rafała Wojaczka, do którego często jeździłem na spotkania z tamtejszymi, o kilka lat starszymi poetami oraz zapraszanymi przez nich autorami z innych regionów Polski. Na jednym z takich spotkań, w części nieoficjalnej, dzięki obecnemu dyrektorowi Instytutu poecie Maciejowi Meleckiemu, poznałem członków święcącego triumfy na ogólnopolskiej alternatywnej scenie muzycznej zespołu Pogodno. Od trzech lat pracowałem w katowickim areszcie jako – w miarę pogodzony ze swoim zawodowym losem – wychowawca mający grupę swoich podopiecznych. Wciąż oddzielałem pasje…