Subskrybuj
fot. The Walters Art Museum, Baltimore
Dr, asystentka w Katedrze Krytyki Współczesnej Wydziału Polonistyki UJ. Historyczka literatury kobiet. Autorka monografii Czy w tej autobiografii jest kobieta? Kobieca literatura dokumentu osobistego od początku wieku XIX do wybuchu II wojny światowej (2013).

(Ponad)czasowe. Listy kiedyś i dziś

Jeśli ktoś dziś pisze do kogoś „prawdziwe” listy, dbając o wyraźny charakter pisma, potem idąc na pocztę, dobierając znaczek, najlepiej priorytetowy, by list dotarł możliwe jak najszybciej, znaczy to, nie mniej, nie więcej, że traktuje adresata / adresatkę jako osobę wyjątkową.

Trzy lata temu, w 2015 r., Liz Stanley, jedna z najważniejszych anglojęzycznych badaczek epistolografii, napisała niedługi artykuł pod złowieszczo brzmiącym tytułem Śmierć listu? Literaturoznawcy i literaturoznawczynie przyzwyczajeni do raz po raz ogłaszanych „śmierci” – co rusz to autora, powieści, wielkich narracji, autobiografii – domyślają się, że stwierdzenie opatrzone znakiem zapytania to nie tylko zapowiedź smutnej diagnozy, lecz także, a może przede wszystkim, zaproszenie do dyskusji teoretycznej, antropologicznej, kulturoznawczej. Czytelnicy i czytelniczki (zaangażowani, choć bez naukowych inklinacji) raz po raz wydawanych zbiorów korespondencji mogą poczuć się zaniepokojeni. Zdają sobie bowiem sprawę, że w tym efektownym chwycie retorycznym kryje się ziarnko prawdy. Inaczej mówiąc, zarówno „specjaliści” od literatury epistolarnej (taki termin doskonale oddaje złożoną naturę listów), jak i jej wierni sympatycy (co ważne, raczej czytający listy wydane niż sami piszący) od kilkudziesięciu lat z rosnącą nostalgią, ale i pewnym niepokojem sekundują powolnemu zanikaniu korespondencji kojarzonej z piszącą ręką, kopertą, niecierpliwym, pełnym radosnego podniecenia, a niekiedy strachu czy też dojmującego lęku oczekiwaniem na listonosza.

 

Należeć do życia

Kilka, kilkanaście, kilkadziesiąt zdań, cyzelowanych lub płynących w pośpiechu, nierzadko stawało się katalizatorem zdarzeń. Reorientacje w rzeczywistości nie raz i nie dwa dokonywały się właśnie za sprawą listów. Jak żaden inny gatunek są one przecież nierozerwalnie związane z życiem. Stefania Skwarczyńska w opublikowanej w 1937 r. Teorii listu (jedynej do tej pory monografii dyskursu epistolarnego w rodzimym literaturoznawstwie, nota bene miejscami nadal zaskakująco aktualnej) słusznie podkreślała: „Wszak list należy do życia, do życia dąży, życie codzienne go stwarza”[1]. Jednocześnie przypominała, że zbiory korespondencji (ułożone tematycznie, chronologicznie, adresatami – wszystko zależy od decyzji edytorów i zachowanych materiałów) powinny być traktowane jak literatura sensu stricto, tj. nie tylko…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Bosko i przykładnie. Seks i religia