Bardzo lubię, jak piszesz do mnie listy, wydaje mi się przez chwilę, że czterdzieści lat spada z pleców – i szum wtedy, jak szum tysięcy skrzydeł!”, pisze w latach 70. Jarosław Iwaszkiewicz do Pawła Hertza, parę dziesiątek lat wcześniej 16-letniego aspiranta, który wysyła do 40-letniego mistrza list z prośbą o ocenę wierszy. Iwaszkiewicz nie odpowiada typowo – „że jest talent, że trzeba pracować, czytać i te wszystkie duperele, które zawsze pisarz arrivé pisuje do rozpaczających młodzieńców” (jak opisze to przy innej okazji) – bo i Hertz nie jest typem rozpaczającego młodzieńca, a wiersze Iwaszkiewiczowi się podobają. Ale już typowo toczy się ich historia – miłosna.
Młody Hertz jest buńczuczny i fascynuje się Corydonem, wzorowaną na dialogach Platońskich książką André Gide’a o związku starszego mężczyzny z młodszym, nie przejmuje się, co na salonach mówią o nim i Iwaszkiewiczu. Jest po prostu zakochany: „Ach, mój drogi, jaka to wielka szkoda, że Ty masz żonę i tyle różnych spraw na głowie, że nie jesteś niezależny. Po maturze ostatecznie zerwę z domem – czy wtedy będziemy mogli być razem, czy dopomożesz mi stanąć na własnych nogach?”, pyta młodziutki Hertz,…