Historię tę znam w dwóch wariantach i obydwa uważam za równie wstrząsające. Na pierwszy natrafiłem u George’a Steinera w jego opublikowanym wiele lat temu na łamach „Encountera” eseju Postscriptum do tragedii. Źródeł drugiego nie jestem w stanie ustalić, ale z pewnością go nie wymyśliłem. A oto sama historia i jej przeciwstawne warianty. II wojna światowa. Niemcy trzymają starego Żyda oraz jego dzieci. Wyjmują zwój Tory i każą, żeby nań napluł – inaczej zabiją potomstwo. W pierwszym wariancie Żyd pluje na świętą księgę – tak długo, aż zabraknie mu śliny w ustach. Bezcześci swojego Boga, ale ocala dzieci. W wariancie drugim zbiera się z całych sił, aby to zrobić, ale dokonanie bluźnierstwa przekracza jego duchowe i fizyczne możliwości. Na jego oczach Niemcy rozstrzeliwują mu dzieci, jedno po drugim. Tradycyjnie rozumiana etyka stawia w takich sytuacjach pytanie: kto postąpił dobrze, a kto źle? Czy lepiej jest podeptać swoją największą świętość, ale ocalić bliskich? Czy może zachować duszę, nawet za cenę ich śmierci? Mam mocne wewnętrzne przekonanie, że tego rodzaju pytania nie świadczą dobrze o tradycyjnie pojmowanej etyce. Poza pytaniem o dobro i zło jest bowiem jeszcze pytanie o ludzką miarę cierpienia – oraz o punkt, w którym zostaje ona przekroczona. Do sytuacji skrajnych nakazy normalnie obowiązującej moralności nie mają zastosowania. Kto się w niej znalazł, jest w położeniu nieludzkim również dlatego, że został zwolniony z moralnej odpowiedzialności za swoje czyny. Cokolwiek zrobi – podpowiadają mi zarówno serce, jak i rozum – będzie usprawiedliwiony….
Eseista, historyk idei. Opublikował m.in. Obecność zła. O filozofii Leszka Kołakowskiego (Kraków 2016) i Czas zwyrodniały (Warszawa 2014). Członek redakcji „Przeglądu Politycznego” i kwartalnika „Kronos”.