Życie w rytmie „hit czy kit?” może być pomocne jak forma podnoszącej ciśnienie gimnastyki. Dyskusje – czy też: utarczki – po przyznaniu ważnych (o ważności decydować może zarówno ekonomia prestiżu, jak i kwota wręczana oprócz statuetki) nagród literackich to stałe elementy życia literackiego. Zgiełk wywołany przez zderzające się głosy „za” z tymi głosami, które są „przeciw”, może przyprawiać o ból głowy, ale i świadczyć o tym, że współczesne życie literackie ma się nieźle. System binarnych opozycji zapewne daje poczucie uporządkowania (podział na tych, z którymi się zgadzamy i trzymamy, i na tych, z którymi zdecydowanie nie), ale – wydaje mi się – że to raczej pozór porządku rozumianego jako zjawisko pożądane. Bity „hitów i kitów” mogą wyznaczać rytm, ale niekoniecznie muszą. Więcej nawet: właśnie odstępstwo od wahnięć od strony „za” do strony „przeciw” wydaje się jedyną przestrzenią lektury. Nagrody to przecież tylko nagrody, o niemierzalności osiągnięć literackich powiedziano już dużo, ale z jakiegoś powodu nadal się przejmujemy, kto „wygrał”, a mniej tym, że to przecież nie zawody skoków w dal, wzwyż czy narciarskich. A może właśnie owa niemierzalność jest dla nas najistotniejsza? Z jej powodu możemy kłócić się bez końca – kłócić, bo ustalenie, która…
dr literaturoznawstwa, krytyczka literacka. Autorka książki Ślady nieobecności. Poszukiwanie Ireny Szelburg (2014). Prowadzi zajęcia w Katedrze Krytyki Współczesnej przy Wydziale Polonistyki UJ. W miesięczniku zajmuje się rubryką Stacja: literatura.