O jego przedstawieniach do dziś krążą legendy. Sam najpierw o Swinarskim czytałem, a potem z pewnym powątpiewaniem słuchałem nostalgicznych opowieści tych, którzy na własne oczy widzieli jego największe osiągnięcia. Podobno w I poł. lat 70. pod Wawelem nie było fenomenu, który mógłby się z nim równać. Podobno jego Dziadyw cuglach zwyciężyłyby w każdym konkursie na najważniejszy polski spektakl okresu 1945–1989. Trudno jednak zwalczyć wątpliwości. Dzieło Swinarskiego było kruche. Ile trwa spektakl? Tyle, ile gra aktorów na scenie, może tyle, ile dyskusja o nim, najwyżej tyle, ile pamięć o artystycznym wydarzeniu. A jednak reżyser i jego dzieło, odmalowane błyskotliwie przez Beatę Guczalską, sprawiają wrażenie czegoś znacznie trwalszego. I to pomimo tego, że Swinarski był postacią osobną i pełną paradoksów. A może właśnie dlatego. Pochodził z rodziny polsko-niemieckiej. Był synem polskiego oficera, naznaczyła go trauma II wojny światowej, ciążące przez lata wspomnienie o volksliście podpisanej przez matkę. Próbował od…
Dr historii, pracownik Instytutu Pamięci Narodowej, specjalizuje się w dziejach Europy Środkowej w XX w.