Wielu z nas, myśląc o Leszku Kołakowskim, ma przed oczami pomarszczoną twarz mędrca, z niewielkimi okularami, z przenikliwym spojrzeniem. Albo lekko przygarbioną postać w kapeluszu z charakterystyczną szklaną laską. Jednak nawet Leszek Kołakowski był kiedyś młody. A przynajmniej był w wieku średnim. Potwierdza to zdjęcie zrobione w Montrealu pod koniec lat 60. – te same lekko podkrążone oczy, lecz twarz bez zmarszczek. W szczupłej, długopalczastej dłoni papieros – symbol czasów oraz niezawodne narzędzie służące koncentracji podczas pisania i podczas publicznej dyskusji. Oto 40-letni intelektualista, po napisaniu Obecności mitu, a przed Głównymi nurtami marksizmu, w pełni sił witalnych i poznawczych.
*
Nie przez przypadek, jak sądzę, zdjęcie to znalazło się na okładce książki Obecność zła. O filozofii Leszka Kołakowskiego autorstwa historyka idei, redaktora „Przeglądu Politycznego” i „Kronosa”, Jana Tokarskiego. Chciałby on podarować swojemu bohaterowi powtórną młodość; ukazać żywotność jego myślenia. Tokarski zaczyna więc książkę od prowokacyjnych stwierdzeń: teksty Leszka Kołakowskiego nie są dziś ani czytane, ani dyskutowane. Przywołuje świadectwa z uniwersytetu – o autorze Głównych nurtów marksizmu nie opowiada się na studiach filozoficznych jako o jednym z wybitnych myślicieli XX w.; studenci nie piszą o nim prac, a wykładowcy rzadko wprowadzają jego teksty do sylabusów. W kawiarniach i bibliotekach częściej czytani są dziś inni autorzy. Dlaczego tak się stało? Tokarski rozważa trzy…