Wiele jest dzisiaj w Polsce miejsc, które przywodzą na myśl powieści J.G. Ballarda i jego ponurą wizję nadmiernie przeobrażonych, sztucznych krajobrazów, które wysysają z człowieka wszelkie życie. Bałagan przestrzenny, drobiazg, łatanie byle czym i feerię przypadkowych kolorów – widok doskonale znany pierwszych lat naszego tysiąclecia, opisany z sympatią w Siódemce Ziemowita Szczerka czy z niechęcią w Wannie z kolumnadą Filipa Springera, odchodzi już w przeszłość. Dzisiaj Polskę meblują duzi inwestorzy, którzy budują duże rzeczy: gęsto zabudowane osiedla, apartamentowce, łany domów na przedmieściach, centra logistyczne i przesiadkowe, autostrady i parkingi, wielkoskalowe, bardzo do siebie podobne i jednakowo anonimowe. Do takich krajobrazów pasują, jak w wizualizacjach, postacie wygenerowane cyfrowo. Ale masz ci los – w tym jednolitym i bezlitośnie użytecznym świecie jak na złość ciągle żyją jacyś ludzie, którzy miewają czasami własne potrzeby i upodobania.
Komfort na spacerniaku
Oto mały ogródek działkowy tuż pod drogą szybkiego ruchu, osłaniany od świata ekranami przeciwdźwiękowymi i ścianą z betonu; mimo mało odprężającego…