W ujęciu autora historia pamięci nie jest z kolei encyklopedią ani katalogiem tekstów, utworów, pomników, upamiętnień i uroczystości związanych z powstaniem w ciągu tych 70 lat. Nie chodzi mu o to, aby skrupulatnie odnotować wszystko, co się na dzieje pamięci o powstaniu składa, ale o to, żeby zaproponować opowieść o strukturze tych dziejów. To m.in. mocne tezy, które formułuje i do których stale wraca Napiórkowski, sprawiają, że Powstanie umarłych, choć to tom pokaźny, dotykający spraw bolesnych i bardzo uczony, czyta się aż zaskakująco dobrze.
Obłęd pamięciGłówne tezy są dwie: po pierwsze, jako że powstanie warszawskie nie zostało po wojnie właściwie, wystarczająco, uczciwie upamiętnione, wciąż – jako społeczeństwo pamiętające – tkwimy w sytuacji „zbiorowego obłędu” (s. 39), obsesyjnie i bezskutecznie starając się to nadrobić. Strasznych przeżyć nie przepracowano odpowiednio i nasi powstańczy „nieopłakani zmarli powracają – w kulturze, polityce, zbiorowej wyobraźni – dręcząc i podporządkowując sobie świat żywych” (s. 40). Po drugie, precyzyjna analiza kolejnych zjawisk składających się na tę obłąkaną pamięć pokazuje…