Subskrybuj
Dziennikarz, autor literackiego bloga „Wyliczanka”, kurator związanych z literaturą wydarzeń. Autor dwóch biografii: Tyle słońca. Anna Jantar. Biografia (2015) oraz Kwiatkowska. Żarty się skończyły (2019). Ostatnio wydał reportaż historyczny Pokój z widokiem. Lato 1939 (2019)

Gdzie są dzisiaj tamci ludzie?

<i>Tańcz, choćby płonął świat</i> – najnowszy singiel Zdzisławy Sośnickiej okazał się hitem. Płyta o tym samym tytule też znalazła się na listach bestsellerów, a ze strony wielbicieli, mogących przecież teraz, dzięki mediom społecznościowym, podzielić się opinią, płyną słowa zachwytów. Gwiazda dawnych lat znów nawiązała kontakt z publicznością.

Tymczasem to wcale nie musiało się udać. Po roku 1989 muzycy estradowi działający w porządku poprzedniej epoki nie od razu odnajdywali się w nowej rzeczywistości. Zwłaszcza że życie artystyczne poprzednich dziesięcioleci, w latach 70. i 80., z dzisiejszej perspektywy wydaje się pełne absurdów i niedorzeczności.

Po pierwsze, wyjazdy zagraniczne gwiazd estrady były limitowane i ograniczane przez Polską Agencję Artystyczną „Pagart” zajmującą się promocją polskiej kultury, a de facto będącą instytucją pośredniczącą między państwem (pracownicy często podlegali ministerstwom Kultury i Spraw Zagranicznych) a światem artystycznym. Artyści, o ile udało im się wyjechać za granicę, byli nieustannie pod „opieką” i obserwacją. Rejestrowano ich zachowania, co mogło przełożyć się w przyszłości nie tylko na określone obostrzenia, jeśli chodzi o wyjazdy poza Polskę, ale także na możliwości ich funkcjonowania na rodzimej estradzie. Po drugie, nie było żadnego profesjonalnego przygotowania do zawodu. Szkoły muzyczne kształciły w zakresie zasadniczym, nie uczyły np. scenicznych zachowań. Szkoły aktorskie z kolei ignorowały tak istotne sprawy jak kontakty z mediami czy praktyki promocyjne. Artyści często od reżyserów telewizyjnych czy oświetleniowców dowiadywali się o tym, jak się ruszać na scenie. Nie przygotowywano także wcale do strategii działania w świecie mediów, który zresztą miał limitowany zasięg i znaczenie. Po trzecie, komunikacja była spowolniona, utrudniona i ograniczona, a wiele spraw załatwiano metodami chałupniczymi. Zawód menedżera, w kształcie nam dzisiaj znanym, nie istniał, podobnie jak i zawód stylisty czy konsultanta. Działania fotografów czy dziennikarzy zajmujących się muzyką estradową były prowizoryczne i często symulowane. Brakowało papieru na…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Potrzeba gościnności