Subskrybuj

n-wymiarowość, n-tropie, n-igmy… O Bezwymiarze iluzji Jerzego Olka

Widzenie w swej godności wyzwala się od dyktatu słów. Odbiorca jest wolny i raczej (niepokojąco) samotny. To jednak dopiero dzięki niemu obraz może się na chwilę ukonstytuować. Według autora Bezwymiaru iluzji nieprawdziwa jest bowiem teza, że obraz po prostu jest: „obraz bywa”.

W konfrontacji z rozwijanym od przeszło dwóch dekad projektem Bezwymiar iluzji Jerzego Olka doprawdy można stracić rachubę. I to z wielu względów. Samych obrazów dołączanych stopniowo do tego cyklu jest już ponad 2 tys. Większość z nich wykonana została przy użyciu rozmaitych technik fotograficznych (m.in. fotografii czarno-białej, kolorowej, otworkowej, zdjęć polaroidowych, wielokrotnych ekspozycji), spora część powstawała w efekcie rysowania wprost na kliszy czy wykorzystania różnych możliwości programów komputerowych. Wszystkie mają niewielki format (6,8 × 9,2 cm) i są przedstawieniami abstrakcyjnymi, wykreowanymi w wyniku swoistej kombinatoryki, cierpliwego tasowania i testowania pewnych elementarnych geometrycznych wzorów, które w dwuwymiarze symulować mają otwierające się przed widzem światy alternatywne, sfery kolejnych wymiarów – teoretycznie istniejących, ale trudnych już do pochwycenia w wyobraźni, tym bardziej zaś – do materialnego zobrazowania. Szukając możliwych rozwiązań tej „kwadratury kwadratu” (czyli przechodzenia od dwuwymiarowego czworoboku do trójwymiarowego sześcianu i dalej – do hipersześcianu i kolejnych regularnych figur wielowymiarowych), artysta wciąż zmieniał…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Zwierzę, którym jesteś