Warto na wstępie zaznaczyć istotną i widoczną różnicę decydującą o odmienności tych dwóch (typów) biografii. Tuwim. Wylękniony bluźnierca pióra wrocławskiego autora w większym stopniu nasycony jest treściami ukazującymi polityczne / ideowe tło epoki. Gdy rozmawiałem z Urbankiem w 2012 r., po ukazaniu się książki Broniewski. Miłość. Wódka. Polityka, tak opisywał swoją pracę: „to ballada, reportaż z historii, esej. (…) Wolę pokazywać, jak polityka współkształtuje, czasem wynosi, a czasem łamie ludzi, którzy miotają się, próbując znaleźć dla siebie miejsce”. Tymczasem Konstanty Ildefons Gałczyński. Niebezpieczny poeta Anny Arno jest nie tylko w większym stopniu pracą popularnonaukową. Znaczniejszy jest w tej publikacji także ładunek analizy krytycznoliterackiej, jednak kosztem żywiołu historii, który choć z konieczności obecny, schodzi na plan dalszy. Nie ukrywam, że bliższa mi jest (z racji własnych pasji) pierwsza metoda, ale i druga ma zapewne swoich zwolenników nie tylko w kręgach zawodowych polonistek.
Koleje losu Tuwima i Gałczyńskiego zbiegały się niejednokrotnie. Obraz ich znajomości staje się bardziej wyrazisty przez podwójne naświetlenie: dokonane zarówno przez Urbanka, jak i przez Arno. Przeciwnicy i przyjaciele, poetyccy konkurenci, których po wojnie pojednał nowy, wspólny, bardzo wymagający mecenas – Polska Ludowa. Ale zanim to się stało, nim starszy poeta stanął nad trumną młodszego, by umrzeć niedługo po nim, wiele się wydarzyło.
Poetyckie nimby Tuwim urodził się w Łodzi, w domu zasymilowanej żydowskiej rodziny, w 1894 r. Fabryczne, niemiecko-…