Subskrybuj

„Różne smaki i sposoby”

Mija pięć lat od śmierci Jana Błońskiego – charyzmatycznego profesora, którego wykłady, z uwagi na charakterystyczne gesty, modulację głosu i chichot, miały urok improwizowanego spektaklu; krytyka z mocną osobowością i znakomitym piórem, który potrafił swoimi „gadanymi” tekstami nie tylko urzekać czytelników, namaszczać pisarzy, ale i poruszać umysły i sumienia rodaków (by przypomnieć słynny szkic <em>Biedni Polacy patrzą na getto</em>).

Jego najlepsza – jak często sam podkreślał – książka, zatytułowana Mikołaj Sęp Szarzyński a początki polskiego baroku, pisana pod wpływem istotnej dla Błońskiego francuskiej myśli krytycznej, wywołała w II połowie lat 60. intelektualny ferment. Do dziś też pozostaje przykładem fascynującego literaturoznawczego pisania i ciągle wywiera duże wrażenie na kolejnych pokoleniach czytelników. A obok tej książki postawić też trzeba przecież prace Błońskiego o Miłoszu (Miłosz jak świat, 1998), Witkacym (Od Stasia do Witkacego, 1997, oraz Witkacy – Sztukmistrz. Filozof. Estetyk, 2000) i Mrożku (Wszystkie sztuki Sławomira Mrożka, 1995), Gombrowiczu (Forma, śmiech i rzeczy ostateczne. Studia o Gombrowiczu, 1994).

Również takie książki krytyczne jak Romans z tekstem czy Odmarsznie odeszły do literackiego lamusa. I choć to, co wyróżniało Błońskiego jako krytyka w latach 70. i 80. (niezależność myślenia, swobodny ton, antyinstytucjonalność i antymetodologiczność, kapryśność literackich wyborów, eksponowanie czytającego „ja”), wydawało się po przełomie krytycznoliteracką „normalnością”; i choć pojawiły się też nowe języki krytyczne, radykalnie różne od krytycznoliterackiej praktyki Błońskiego, to jednak w tym kontekście jeszcze wyraźniej widoczny staje się fakt, że był on przede wszystkim…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Wyobrazić sobie Boga dzisiaj