Jest taki stary dowcip o wariacie – maniakalnym czytelniku, który błyskawicznie pochłaniał wszystkie książki, jakie wpadły mu w ręce. Aż pewnego razu złośliwy bibliotekarz podsunął mu książkę telefoniczną. Po kilku dniach maniak pojawił się w wypożyczalni i zapytany o wrażenia z lektury, odparł: „Akcja jak akcja. Ale co za obsada!”. Kiedy studiowałam polonistykę, często przypominałam sobie ten dowcip, bo choć maniakalnym czytelnikiem byłam od zawsze, to właśnie podczas pięciu lat studiów zaobserwowałam u siebie największą otwartość na wszelkie lektury. Nic w tym dziwnego – właśnie wtedy nauczyłam się, czym jest konwencja i jak odbierali dane dzieło ludzie mu współcześni. Poznawszy w pewnym stopniu sposób ich myślenia, starałam się patrzeć na teksty literackie ich oczyma. Byłam wtedy…
Sekretarz redakcji „Odry”.