Postanowiłam odświeżyć lekturę Apokryfu rodzinnego, chociaż korci mnie napisanie tekstu o powieściach historycznych Hanny Malewskiej. Oczywiście, zostały one przez historyków literatury zinterpretowane, w obecnych edycjach mają zapewniające czytelność przypisy, ale niedostatecznie włączono je w szerszą problematykę twórczości kobiet, chętnie wybierających kostium historyczny, działających w swoistej niszy. To bardzo ciekawa tendencja, niejako przecząca przekonaniu, iż powieść kobieca czerpie przede wszystkim z doświadczenia potocznego (skądinąd przekonaniu stereotypowemu, kobiety chętnie pisywały „powiastki historyczne”). Wiem, Malewska obruszyłaby się, widząc swoje nazwisko w jakiejś antologii „pisarstwa kobiecego w XX wieku”, a dowodem na to jest także Apokryf…, jednak czytanie ma zawsze pewien rys anachronizmu i niewierności: nie można dziś zlekceważyć perspektywy wypracowanej przez studia kobiece i skazać się na niedostrzeganie tego, co z punktu widzenia współczesnej wrażliwości (ale i porządku historycznoliterackiego) ważne. Tak więc erudycyjna, błyskotliwa, wynalazcza narracja historyczna autorki Opowieści o siedmiu mędrcach skłania do zadawania pytań o twórczość kobiet.
Natura opowieści
Kobiety w XX w., zwłaszcza zaś po 1945 r., często wybierały tematykę „niszową”, „kostiumową”, czyniąc z niej…